Publikacje

10 mitów o dywersyfikacji

14 kwietnia 2022 /

Mit 1 – Polska węglem stoi

Najczęściej powtarzanym argumentem w debacie o dywersyfikacji źródeł i szlaków przesyłu gazu ziemnego jest udział tego surowca w bilansie energetycznym Polski wynoszący tylko 12,5 proc. W związku z tym, że nasza gospodarka oparta jest na węglu kamiennym i brunatnym, którego udział w bilansie energetycznym stanowi ponad 66 proc., przerwanie lub ograniczenie dostaw gazu nie jest dla niej większym problemem. Wyznawcą tej teorii jest minister gospodarki Waldemar Pawlak, ustawowo odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Problem w tym, że tysiące polskich rodzin wykorzystują gaz ziemny nie tylko do gotowania, lecz także do ogrzewania gospodarstw domowych i podgrzewania wody. Najważniejsze jest jednak to, że 60 proc. zużywanego w Polsce gazu przypada na kilkanaście zakładów przemysłowych. Surowiec stosuje się w polskich rafineriach do ogrzewania wież rafinacyjnych, natomiast w zakładach wielkiej syntezy chemicznej jako surowiec chemiczny, a nie jako paliwo. Surowca potrzebnego polskim rafineriom, chemii czy hutom szkła nie da się zastąpić węglem. Tym samym konsekwencje przerw w pracy chemii i petrochemii dla całej gospodarki i zwykłych Polaków są katastrofalne.

Mit 2 – Polska ma zdywersyfikowane dostawy gazu

Kolejnym mitem jest przekonywanie opinii publicznej, że importowany gaz ziemny pochodzi z różnych źródeł, nie tylko rosyjskich. W 2008 r. polska gospodarka zużyła ponad 14 mld m3 gazu ziemnego, z czego ponad 2/3 jest importowane z kierunku wschodniego.
Na użytek tego mitu używa się argumentu, że w wolumenie importowanego surowca „tylko” 67 proc. stanowi gaz rosyjski, a blisko 25 proc. centralnoazjatycki. Prawda jest taka, że tego typu akademickie wywody nie są w stanie zakwestionować faktu, iż surowiec ten trafia do Polski za pośrednictwem rosyjskich gazociągów, pod pełną kontrolą Gazpromu. Nie można w tym przypadku mówić o dywersyfikacji, ponieważ jej istotą jest nie tylko zróżnicowanie źródeł – producentów surowca, lecz także przede wszystkim zróżnicowanie szlaków jego przesyłu. Dopóki ponad 90 proc. importu gazu będzie stanowił surowiec z kierunku wschodniego, polska gospodarka nie będzie bezpieczna.

Mit 3 – Rosja jest wiarygodnym dostawcą gazu ziemnego

Przez ostatnie kilkanaście lat gros tzw. niezależnych ekspertów przekonywało, że Rosja jest wiarygodnym dostawcą surowca do Polski i do państw Unii Europejskiej. Podstawą tego mitu jest przekonanie, że stabilność dostaw gwarantuje przede wszystkim mapa infrastruktury przesyłowej zorientowana na linii wschód–zachód, co czyni również Rosję uzależnioną od odbiorców w Europie. Zwolennicy tego poglądu podkreślają, że nawet w czasie zimnej wojny ZSRR nie zdecydował się na przerwanie dostaw gazu do Europy.

Problem jednak polega na tym, że kraje tzw. Starej Piętnastki połączone są nie tylko z systemem rosyjskim, lecz także z producentami gazu na północy (Norwegią, Holandią, Wielką Brytanią) i na południu (Algierią), a także mają własne terminale LNG umożliwiające odbiór gazu skroplonego transportowanego drogą morską. Natomiast państwa byłego bloku sowieckiego połączone są tylko z poradzieckim systemem przesyłowym. Realizacja przez Gazprom dwóch gazowych projektów geopolitycznych – Nord Stream i South Stream – umożliwi Rosji przerwanie dostaw gazu ziemnego do państw Europy Środkowo-Wschodniej bez konieczności wstrzymania dostaw do odbiorców w krajach Starej Piętnastki. Tym samym budowanie bezpieczeństwa energetycznego RP opartego na naiwnym przekonaniu o wiarygodności Gazpromu, który ograniczał dostawy surowca do Polski nie tylko w styczniu 2009 r., lecz także w styczniu 2004 i 2006 r., jest absolutnie nie do zaakceptowania.

Mit 4 – Rosyjski gaz jest dla polskiej gospodarki najtańszy

Kolejnym żelaznym argumentem przeciwników realnej dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego i uniezależnienia polskiej gospodarki od jednego dostawcy jest argument cenowy. Wykorzystanie mitu o tym, że gaz rosyjski jest najtańszym surowcem dla Polski, posłużyło m.in. do propagandowego zerwania przez postkomunistów, wynegocjowanego w 2001 r. przez rząd premiera Jerzego Buzka, porozumienia z Norwegami. Choć informacje na temat formuł cenowych stanowią tajemnicę państwową, to warto sięgać do opinii osób zaangażowanych w realizację projektu norweskiego, które osiem lat temu publicznie potwierdzały, że gaz z Norwegii ma cenę porównywalną z odbieranym gazem rosyjskim.

Faktem jest jednak, że gdy monopole dostarczają najtańszych produktów, to monopolista zawsze zmusi swojego klienta do zapłacenia możliwie najwyższej ceny, w ten czy w inny sposób. Dlatego też gaz rosyjski jest z naszej perspektywy surowcem bardzo drogim. Jednostronne infrastrukturalne uzależnienie od wschodniego kierunku sprawia, że podatni jesteśmy na rosyjski szantaż, czego smutnym dowodem była konieczność podwyższenia o 10 proc. ceny w 2006 r. w ramach długoterminowego kontraktu jamalskiego w zamian za możliwość podpisania krótkoterminowego kontraktu z RosUkrEnergo. Opisane wydarzenia dowodzą, że najdroższy jest gaz, którego nie ma! Polska gospodarka jest całkowicie uzależniona od cenowego dyktatu Gazpromu, nie mając innych możliwości sprowadzenia surowca z zewnątrz.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Mit 5 – Dywersyfikacja interkonektorem Bernau–Szczecin

Część środowiska postkomunistów od kilkunastu lat forsuje własny projekt „dywersyfikacji”, czyli budowę tzw. interkonektora – międzysystemowego połączenia polskiego i wschodnioniemieckiego systemu gazowego w okolicach Szczecina. Analiza infrastruktury gazowej Polski i Niemiec (a w szczególności dawnych terenów NRD), a także podpisanych długoterminowych kontraktów na dostawy surowca do zachodniego sąsiada dowodzi, że gazociągiem Bernau–Szczecin importowany byłby rosyjski gaz przesyłany uprzednio tranzytem przez terytorium Polski. Za kilka lat tym szlakiem trafiałby do Polski gaz z Nord Stream. Tak importowany surowiec miałby być odbierany przez zakłady chemiczne w Policach. Warto pamiętać, że 10 lat temu Czechy podpisały umowę „dywersyfikacyjną” z Norwegami i mają podobno z tego kierunku 25 proc. importowanego przez siebie gazu. Tak naprawdę jest to gaz rosyjski dostarczany do Niemiec rurociągiem jamalskim, a następnie transportowany wzdłuż polskiej granicy do Czech, co zostało stwierdzone podczas ostatniego kryzysu gazowego.

Odbieranie dodatkowego wolumenu rosyjskiego gazu, od którego uzależniona jest większa część Niemiec wschodnich, nie jest więc żadnym projektem dywersyfikacyjnym. Dziś projekt ten został odświeżony przez obecny Zarząd PGNiG oraz jest realizowany, co stanowi poważne zagrożenie dla projektów importu gazu norweskiego i gazu LNG. Na użytek propagandy zwolennicy powstania interkonektora twierdzą, że jego budowa to „przyłączenie do europejskiego systemu gazowego”. Problem polega na tym, że nie ma żadnego europejskiego systemu przesyłowego, jest tylko polski, niemiecki czy duński system przesyłowy. Każdy z nich zorientowany jest na dostarczanie gazu tylko dla własnych odbiorców.

Mit 6 – II nitka gazociągu jamalskiego

W odpowiedzi na konflikt rosyjsko-ukraiński minister gospodarki wespół z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim powtórzyli po raz kolejny, że budowa tzw. II gazociągu jamalskiego wzmocni nasze bezpieczeństwo energetyczne. Pomysłem ministrów na zapewnienie nieprzerwanych dostaw gazu ziemnego do Polski z kierunku wschodniego jest… budowa kolejnego gazociągu z Rosji. Naiwne jest twierdzenie, że skoro Rosjanie potrafią przerwać przesył gazu przez Ukrainę, to w naszym interesie leży budowa gazociągu przebiegającego przez Białoruś. Ministrowie zapomnieli o przerwach w dostawach gazu przez ten kraj w styczniu 2004 r. oraz nie zdają się słyszeć podstawowego warunku Gazpromu budowy II nitki – zagwarantowania odbioru przez Polskę 10 mld m3 surowca. Rosjanie nie są zainteresowani bowiem budową gazociągu przez Polskę bez konieczności odbioru dodatkowej ilości gazu ziemnego przez stronę polską.

Realizacja tego projektu uzależni więc nasz kraj na kolejne kilkadziesiąt lat od rosyjskiego gazu. Mając na uwadze, że w przyszłości surowiec będzie wykorzystywany w Polsce przez elektroenergetykę, i to ona będzie generowała znaczący wzrost popytu na niego (konsekwencje pakietu klimatyczno-energetycznego), oznaczać to może, że 25–30 proc. energii elektrycznej wytwarzanej z gazu w przyszłości będzie pochodziło z gazu rosyjskiego (jeżeli zdecydujemy się na odbiór owych 10 mld m3).

Mit 7 – Solidarność energetyczna Unii Europejskiej

To jeden z najbardziej groźnych dla polskiej racji stanu mitów, który robi zawrotną karierę w mediach. Jego kwintesencją jest przekonanie, że państwa starej Unii Europejskiej przyjdą z pomocą państwom byłego bloku sowieckiego na wypadek przerwania dostaw gazu ziemnego. Ponadto politycy głoszący ten mit przekonują, że Polska powinna realizować swoją politykę bezpieczeństwa energetycznego wyłącznie w ramach i w uzgodnieniu z innymi państwami UE.

Prawda jest taka, że państwa UE strzegą narodowego monopolu w obszarze prowadzonej przez własne rządy polityki energetycznej. Z tego powodu należy zapomnieć o jakimkolwiek solidaryzmie energetycznym np. ze strony Niemiec. Gdyby Niemcy chciały solidarnie z Polską realizować politykę energetyczną, to zrezygnowałyby z uczestnictwa w projekcie Nord Stream. Jest to niemożliwe ze względu na interesy niemieckiej gospodarki i niemieckich koncernów energetycznych, zainteresowanych dostępem do rosyjskich złóż węglowodorów. Niemcy ponadto chcą się stać dużym państwem tranzytowym i hubem gazowym Europy, z dużą liczbą rurociągów i magazynów, dlatego projekt Nabucco, popierany przez Komisję Europejską, nie jest Niemcom na rękę.

Zamiast budować bezpieczeństwo narodowe, oparte na iluzorycznych gwarancjach innych państw, polski rząd ma obowiązek realizować własne suwerenne projekty infrastrukturalne w sektorze gazu ziemnego, tj. budowę gazoportu w Świnoujściu oraz połączenia z duńskim systemem przesyłowym (projekt Baltic Pipe), a także budowę możliwie jak największych magazynów gazu ziemnego. Nie możemy opierać swojego bezpieczeństwa energetycznego na magazynach budowanych w RFN i odpowiednich połączeniach pomiędzy Polską a Niemcami. Inaczej będzie to osłabiało pozycję przetargową Polski (polskich spółek), a wzmacniało Niemiec (niemieckich spółek).

Odwiedź mój profil na Instagramie

Mit 8 – Zgazowanie węgla i własne zasoby surowca

Zwolennicy teorii budowy bezpieczeństwa energetycznego opartego na własnych zasobach węgla od lat używają trafiających do wyobraźni argumentów o konieczności zwiększenia wydobycia krajowego gazu ziemnego oraz zastąpienia importowanego „błękitnego paliwa” tym uzyskanym w procesie zgazowania węgla. Niestety nie jest możliwe zwiększenie wydobycia krajowego gazu ziemnego z obecnych ponad 4 mld m3 do poziomu gwarantującego samowystarczalność energetyczną w sektorze. Budowa nowych kopalni trwa bowiem latami, a ich eksploatacja zawsze wiąże się z ryzykiem zawiedzionych oczekiwań co do bogactwa eksploatowanych złóż. Wiercić trzeba nie na 3000 m jak dotychczas, ale na 4500–5500 m, choć takie odwierty są znacząco droższe od standardowych. Instalacje zgazowania węgla stosuje się natomiast na ogół przy zakładach chemicznych. Takich instalacji działających na całym świecie jest ok. 120–130, co, biorąc pod uwagę liczbę zakładów chemicznych na całym świecie, nie jest liczbą dużą. Jeżeli chodzi o instalacje upłynniania węgla na paliwo ciekłe, to istnieją one tylko w RPA.

Naszym problemem jest zaś spadające wydobycie węgla i trend ten będzie kontynuowany w latach następnych ze względu na wieloletnie zaniechania inwestycyjne oraz długi cykl uruchamiania nowych kopalń. Obecnie importujemy coraz więcej węgla, więc w przyszłych latach trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, skąd on ma pochodzić. Dlatego też żaden z powyższych pomysłów, ze względu na swoje techniczne ograniczenia, nie będzie stanowił w najbliższych latach znaczącego czynnika poprawiającego nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Mit 9 – Polska nie liczy się w międzynarodowej grze o dostęp do węglowodorów

Przeprowadzenie skutecznej dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski wymaga poparcia politycznego na najwyższym szczeblu. Niestety, nawet wokół zabezpieczenia najżywotniejszych interesów gospodarczych RP toczy się w naszym kraju jałowy spór polityczny. W latach 2005–2007 rządy PiS skutecznie wykorzystywały poparcie prezydenta RP na forum międzynarodowym przy realizacji polityki uniezależnienia się od dostaw węglowodorów z jednego kierunku. Z osobistej inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, której początkiem był bardzo udany szczyt energetyczny w Krakowie, a później w Wilnie, Kijowie i Baku, został odświeżony w nowej formule projekt Odessa–Brody–Płock–Gdańsk. Podpisana w październiku 2007 r. w Wilnie umowa między ministrami odpowiedzialnymi za energetykę w Polsce, na Ukrainie, Litwie, w Azerbejdżanie i Gruzji zakłada możliwość budowy korytarza do transportu nie tylko ropy naftowej do Europy, lecz także gazu ziemnego. Sukcesy prezydenta RP w budowie ponadnarodowych porozumień w obszarze energetycznym powinny być wykorzystane przez polski rząd i inne państwa Unii Europejskiej. Niestety, nie są.

Mit 10 – Polska nie ma planu dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego

W latach 2005–2007 została opracowana i zaakceptowana przez rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego mapa drogowa dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski. Zamiast wyważać otwarte drzwi, należy realizować dwa projekty, które są „na stole”. Pierwszym z nich jest budowa gazoportu LNG w Świnoujściu, za którego pośrednictwem Polska będzie mogła odbierać do
7,5 mld m3 gazu rocznie. Drugim z nich jest projekt Baltic Pipe, czyli budowa 200-kilometrowego podmorskiego odcinka łączącego polskie Wybrzeże z duńskim systemem przesyłowym, umożliwiającego import do 3 mld m3 norweskiego gazu. Niestety, oponenci dywersyfikacji gazu opartej na kierunkach nierosyjskich zdają się nie dostrzegać tych projektów promując inne. Wśród których jest ten najgroźniejszy dla Polski, czyli budowa interkonektora z Niemcami w okolicach Szczecina, którego realizacja oznacza de facto w długim okresie przyłączenie się Polski do projektu Nord Stream.

Sukcesy prezydenta RP w budowie ponadnarodowych porozumień w obszarze energetycznym powinny być wykorzystane przez polski rząd i inne państwa Unii Europejskiej. Niestety, nie są.

źródło: Niezależna Gazeta Polska

Tekst mojego autorstwa, który ukazał się w Niezależnej Gazecie Polskiej 6 lutego 2009 r.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

10 mitów o dywersyfikacji

10 mitów o dywersyfikacji

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij