Aktualności

WNP.PL: Doszliśmy do ściany. Trzeba wymóc reformę handlu emisjami.

13 maja 2021 /
384030 R2 940

Poniżej treść wywiadu, dla wnp.pl, który ukazał się 12 maja 2021 roku:

  • Janusz Kowalski wskazuje, że największym problemem dla polskiej gospodarki pozostaje unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2.
  • Wśród niepokojących zjawisk, do których będzie dochodziło wymienia między innymi likwidację miejsc pracy w sektorze chemicznym, metalurgicznym, hutniczym czy w przemyśle cementowniczym.
  • – To nie odbędzie się z dnia na dzień, ale ten proces przed nami – ostrzega Janusz Kowalski.

Czy według pana  jesteśmy jeszcze krajem suwerennym energetycznie?

Janusz Kowalski: Jeszcze jesteśmy państwem, które posiada zdolności do produkcji – z wykorzystaniem własnych zasobów – energii elektrycznej i ciepła. Tyle że unijna polityka klimatyczna i dekarbonizacja w zastraszającym tempie prowadzą do zmiany tego stanu rzeczy. I do tego, że już za 3-5 lat będziemy państwem mającym olbrzymie problemy z zapewnieniem Polakom stabilnych dostaw polskiej energii.

I co nas czeka?

Będziemy w coraz większym stopniu uzależnieni od importu energii z Niemiec czy Czech, a ponadto będą się pogłębiać problemy wynikające z nieskoordynowanej ekspansji OZE – w kontekście już istniejących konwencjonalnych źródeł wytwarzania.

OZE nie zwiększają bilansu mocy, ale zmniejszają produkcję przez elektrownie konwencjonalne, co logicznie przekłada się na zwiększanie ich kosztów funkcjonowania. W 2020 roku import energii do Polski wyniósł około 13 terawatogodzin ze 160, które potrzebujemy.

A dochodzi wielki problem z tym, że w ciągu najbliższych lat mocno ma się u nas zwiększyć zapotrzebowanie na gaz w elektroenergetyce – z 3 do 15 mld m sześc. To wszystko pokazuje nam skalę problemów, które czekają Polskę. Unijna polityka klimatyczna uderza też w nasze górnictwo. Z danych przedstawionych przez prof. Władysława Mielczarskiego wynika, że wartość niezużytego węgla na potrzeby elektroenergetyki w roku 2019 to ponad 1,3 miliarda złotych.

Co pańskim zdaniem powinien zrobić rząd?

Od ponad roku ostrzegam publicznie, że największym problemem dla polskiej gospodarki jest unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2. Wielu wskazywało, że to abstrakcyjny problem. I obecnie cena uprawnień do emisji 1 tony CO2 to już ponad 50 euro. Mechanizm spekulacyjny sprawił, że ta cena jest stale podbijana.

Uderza to w energetykę oraz w ciepłownictwo. W ciepłowniach dochodzi do ograniczania inwestycji. Od grudnia 2020 roku do dziś cena uprawnień do emisji wzrosła o 75 proc. Jeżeli PGE w 2020 roku wydało około 6 mld zł z tytułu emisji CO2, to za chwilę okaże się, że będzie musiała za ten rok wydać ponad 10 mld zł. To pokazuje, że unijny system handlu emisjami jest największym hamulcowym transformacji energetycznej.

Gdyby bowiem te środki pozostały w PGE, to miałaby ona na inwestowanie w OZE, a może również i w atom… A tak wyssana z kapitału PGE musi starać się o dotacje, między innymi z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na offshore. A te pieniądze z KPO, gdyby PGE nie musiała płacić unijnego parapodatku, wykorzystałyby świetnie samorządy, na przykład na inwestycje w likwidację kopciuchów czy modernizację obiektów energochłonnych.

Polska powinna mieć okresy przejściowe?

Tak i trzeba uwzględniać realia naszego miksu energetycznego. W mojej ocenie najważniejsza dla Polski jest dziś reforma unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. 
Doszliśmy już do ściany. Chyba wszyscy dostrzegają już to zagrożenie, przed którym przestrzegam od kilkunastu miesięcy. 

A zatem?

Trzeba zatem podjąć stanowcze działania i negocjować z Brukselą. Należy tu podkreślić, że Polska ma tylko 150 mln ton bezpłatnych uprawnień, a potrzebuje ich ponad 200 mln ton. Nasza gospodarka w ramach systemu EU ETS w całościowym bilansie traci rocznie około 10-11 mld zł.

Najwyższy czas, żeby powalczyć i wynegocjować to, żeby transformacja energetyczna była finansowana z pieniędzy, które są teraz wysysane ze spółek. Byłoby wtedy więcej środków dla firm poszkodowanych przez pandemię oraz dla samorządów. Spółki nie musiałyby bowiem wtedy wyciągać rąk po unijne dotacje.

Coraz więcej Polaków obawia się drastycznych podwyżek cen prądu i ciepła.

Trudno się temu dziwić. Swego czasu na portalu WNP.PL ujawniłem analizę przeprowadzoną przez ciepłownię w Brzegu. 

Wynikało z niej, że będzie ona musiała wydać ponad 1 mln zł więcej na zakup uprawnień. A było wtedy ponad 30 euro za tonę, a obecnie jest to już ponad 50 euro… Planowane są w przypadku tej ciepłowni podwyżki cen ciepła o kilka procent w pierwszym półroczu i kilka procent w drugim półroczu tego roku oraz podwyżki w pierwszej połowie 2022 roku.

I gdzieś o 15-20 proc. wzrośnie cena ciepła dla odbiorców indywidualnych i dla biznesu w Brzegu. Zatem problem jest kolosalny.

Inne niepokojące zjawiska, do których będzie dochodziło, to likwidacja miejsc pracy w sektorach chemicznym, metalurgicznym, hutniczym czy w przemyśle cementowym. To nie odbędzie się z dnia na dzień, ale ten proces przed nami. Te branże będą się przenosić tam, gdzie nie ma restrykcji klimatycznych i opłat z tytułu emisji CO2, np. na Ukrainę czy Białoruś.

Będzie rosła presja na samorządy i chęć wykupowania zakładów ciepłowniczych?

Tak. Przed nami wysyp prywatyzacji ciepłowni samorządowych. Samorządy sukcesywnie pozbędą się problemu. Majątek narodowy będzie wyprzedawany za bezcen w trudnej sytuacji regulacyjnej. Trzeba bowiem te zakłady doinwestować; będzie następowało przechodzenie na paliwo gazowe.

Może to prowadzić do licznych perturbacji i utraty bezpieczeństwa energetycznego na rynku lokalnym. Niemieckie koncerny mogą być zainteresowane nabywaniem takich ciepłowni, by potem były one zasilane gazem z Nord Stream.

Pamiętajmy, że w 2024 roku będą uwolnione ceny gazu i te ceny mogą poszybować w górę co najmniej o 50 proc. Będzie u nas następować skokowy wzrost zapotrzebowania na gaz i w mojej ocenie będzie to głównie gaz rosyjski. Dlaczego? Ponieważ istnieje techniczna trudność przesłania gazu z Baltic Pipe czy LNG na przykład na Podkarpacie.

Trzeba również pamiętać, że przesył energii z farm wiatrowych na morzu, czyli z północy kraju, będzie wymagać gigantycznych inwestycji w sieci. Są szacunki, że potrzeba będzie około 500 mld zł na przebudowę całego systemu elektroenergetycznego. Ponadto straty na przesyle energii z offshore na Śląsk będą sięgać nawet 20 proc. Także tendencja do wzrostu importu energii będzie rosła.

Wszystko to pokazuje, w jak trudnej sytuacji się znajdujemy. Szybko tracimy przez regulacje unijne suwerenność energetyczną. A węgiel w świecie ma się dobrze, jego wydobycie rośnie, o czym trafnie mówi dr Jerzy Markowski na łamach WNP.PL. 

Polska ideologicznie odwraca się od węgla. Powinniśmy walczyć o nowoczesne technologie węglowe, a nie walczyć z surowcem jako takim. Tutaj mowa między innymi o naziemnym zgazowaniu węgla.

Czy politycy PiS-u traktują pana, jako szefa parlamentarnego zespołu ds. suwerenności energetycznej, z lekceważeniem?

Głównym celem parlamentarnego zespołu ds. suwerenności energetycznej, w którym pracują posłowie kilku partii, jest poszukiwanie pozytywnych rozwiązań dla naszej gospodarki, a nie skupianie się na krytyce.

Jesteśmy partnerem dla administracji rządowej – jako pierwsi zaprezentowaliśmy na przykład tworzącą się bańkę EU ETS w raporcie Marka Lachowicza. Nasze prace prezentujemy na stronie www.suwerennoscenergetyczna.pl.

Uważam, że musi być silna presja ze strony Polski, żeby doprowadzić do reformy unijnego  systemu handlu emisjami. Teraz ten koszt to ponad 50 euro za tonę, ale w styczniu 2022 roku może to już być na przykład 80 euro.

Czy środki, jakie mają popłynąć z UE do Polski, będą potem mogły służyć dyscyplinowaniu nas i szantażowaniu?

Krajowy Plan Odbudowy jest jednym wielkim kredytem, który składa się z części pożyczkowej i dotacyjnej. Kredyt ten będziemy spłacać poprzez wyższą składkę członkowską oraz nowe podatki, w tym rozszerzony EU ETS. Przykładowo 23 mld euro części dotacyjnej spłacimy m.in. poprzez wpłacenie 16 mld euro w latach 2021-2058 z podwyższonej składki członkowskiej o 0,6 pkt. proc. Natomiast każdy wydatek będzie musiał zostać zaakceptowany przez urzędników z Brukseli i tutaj rzeczywiście zachodzi zagrożenie dla naszej suwerenności w podejmowaniu decyzji.

Pamiętajmy również, mówiąc o transformacji energetycznej, że turbiny wiatrowe, panele fotowoltaiczne czy kwestia atomu – to są wszystko technologie, jakie będziemy musieli nabywać z zewnątrz. Trafią zatem polskie środki do innych gospodarek i zasilą gospodarki np. niemiecką czy duńską i austriacką. Warto zatem postawić na własną ścieżkę transformacji energetyki – tak, aby środki pozostawały w Polsce.

Przy tym jestem krytykiem tego, że mamy stawiać na gaz jako paliwo przejściowe, skoro za jakieś 30 lat i tak trzeba będzie z tego gazu zrezygnować. Lepiej zatem inwestować od razu w instalacje docelowe – w tym w nowoczesne technologie węglowe, w odnawialne źródła energii czy w energetykę jądrową. Inaczej bowiem dojdzie u nas do podwojenia zużycia gazu i zastąpimy polski węgiel gazem z Rosji. Będziemy tym samym wystawieni na ryzyko szantażu ekonomicznego lub politycznego.

Artykuł dostępny na: wnp.pl
Zdjęcie wyróżniające: FTWP

Udostępnij na social media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij