Publikacje

Donalda Tuska miejsce w historii

08 kwietnia 2022 /

15 września 2012 r. w wyniku „poważnej i niespodziewanej awarii” gazociągu jamalskiego zostają wstrzymane dostawy gazu ziemnego do Polski z kierunku białoruskiego.  16 września wybucha kolejny konflikt gazowy na linii Gazprom-Ukraina. Gaz przestaje płynąć również z tego kierunku. Dostawy do Niemiec realizowane mają być uruchomioną kilka tygodni wcześniej I nitką gazociągu Nord Stream.

Z dnia na dzień Polska zostaje odcięta od gazu ziemnego. We wrześniu 2012 r. Polacy przekonują się na własnej skórze, co w praktyce oznaczają zapisy Strategii Energetycznej Federacji Rosyjskiej z 2003 r. o tym, że surowce energetyczne wykorzystywane są do prowadzenia polityki zagranicznej przez Kreml. Na nic zdaje się wysyłanie not protestacyjnych przez polskich dyplomatów do Moskwy. Gaz z kierunku wschodniego nie płynie. Tak, jak nigdy nie popłynęła lądem ropa naftowa do rafinerii w Możejkach po „awarii” ropociągu w 2006 r. Polski Premier i Minister Gospodarki, odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju, żądają spotkania z Premierem Federacji Rosyjskiej. Brak odpowiedzi. PGNiG bezskutecznie próbuje zakontraktować jakąkolwiek ilość gazu ziemnego z kierunku niemieckiego. Prezydent Unii Europejskiej, wcześniej zawodowo związany z jednym z zachodnioeuropejskich koncernów energetycznych, który dziś jest udziałowcem w spółce Nord Stream, niemrawo protestuje przeciwko odcięciu dostaw gazu do Polski. Wbrew temu, co mówiono w 2009 r. za zachodnią granicą, rynek gazu w pełni kontrolują Rosjanie poprzez swoje i niemieckich partnerów spółki. Choć latami w Polsce politycy i tzw. eksperci przekonywali, że gaz nie ma narodowości okazało się, że być może i jest to prawdą, ale narodowość mają… właściciele spółek handlujących gazem. Na nic zdała się rozbudowa interkonektorów na zachodzie i na południu. Gaz z postenerdowskiego obszaru, na którym jest jedynie rosyjski surowiec nie popłynie, gdyż dostarczany był tam gazociągiem jamalskim, który uległ „awarii”. Europejska solidarność energetyczna okazuje się propagandowym mitem. Jedyną propozycją dla Polski jest kupno gazu niemieckiego z Nord Stream droższego o 60% od gazu z kontraktu jamalskiego. Warunkiem Rosjan jest podpisanie kolejnego porozumienia rządowego, w którym Polska zobowiązuje się po tych cenach do odbioru gazu ziemnego do 2067 roku. Dostawy wszakże mogą być realizowane… dopiero od 2013 r. Rosjanie sugerują, że zawarcie porozumienia gwarantującego Polsce bezpieczeństwo dostaw możliwe jest tylko i wyłącznie z „europejskimi” politykami wywodzącymi się ze środowisk postkomunistycznych. Dodatkowo pozbawiony wpływów z tranzytu EuroPolGaz popada na początku w tarapaty finansowe, a następnie po kilku miesiącach bankrutuje gdyż nie może spłacić kredytów zaciągniętych w Gazprombanku. Gazprombank jako wierzyciel przejmuje za długi EuroPolGaz. PGNiG odwołuje się do sądu arbitrażowego w Moskwie. Na wyrok poczeka kilka lat. W Polsce wybucha poważny kryzys społeczny i gospodarczy. Na ulicę wychodzą pracownicy upadających przedsiębiorstw do których nie jest dostarczany gaz. Cena akcji PGNiG S.A. w ciągu 4 tygodni od odcięcia dostaw spada o 84%. Po trzech miesiącach kryzysu gazowego w grudniu 2012 r. Premier podaje się do dymisji. Rząd upada.

Jak do tego doszło?

Polacy pozbawieni dostaw gazu ziemnego pytają: jak rząd polski mógł dopuścić do takiej sytuacji? Eksperci cofają się pamięcią do zawartej w grudniu 2009 r. przez rząd Donalda Tuska umowy gazowej, która miała zapewnić Polsce nieprzerwane dostawy 10,25 mld m3 rocznie aż do 2037 r. Wciąż w uszach brzmią słowa Premiera Tuska z 19 listopada 2009 r. wypowiedziane w czasie hucznych obchodów 2-lecia rządów koalicji PO-PSL: „Nasłuchaliśmy się na temat bezpieczeństwa energetycznego wielogodzinnych opowieści. Wszystko legendy, strachy i zero decyzji. My się czujemy odpowiedzialni nie za ideologię energetyczną, tylko za to, żeby w polskich domach był gaz i prąd, a elektrownie węglowe nie zostały zamknięte z dnia na dzień”. Choć Premier Tusk przyrzekł Polakom, że gazu w domach nie zabraknie, stało się inaczej. „Polityka miłości” i budowanie „dobrych relacji z Rosją” zagłuszyły argumenty Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który ostrzegał Donalda Tuska o ryzyku podpisywania gazowego cyrografu z Władimirem Putinem oraz braku determinacji w realizacji własnych projektów dywersyfikacyjnych.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Koszmarne błędy lat 2007-2009

Eksperci przypomnieli sobie nagle o tym, że przez pierwsze 2 lata rządów koalicji PO-PSL polityka państwa określona w latach 2005-2007 przez rządy PiS w zakresie dywersyfikacji dostaw nośników energii została całkowicie zmieniona. Celem nowej koalicji nie było już złamanie rosyjskiego monopolu na dostawy gazu ziemnego do Polski tak, aby surowiec rosyjski stanowił maksymalnie 1/3 w wolumenie importu. Rząd nie był zainteresowany stworzeniem konkurencji na polskim rynku gazu. W latach 2007-2009, poprzedzających podpisanie nowego kontraktu stulecia, nie ruszyła budowa interkonektora do Danii zwanego gazociągiem Baltic Pipe. Podobnie jak rząd Leszka Millera gabinet Donalda Tuska zaniechał realizacji tego ważnego dla bezpieczeństwa państwa projektu budowy międzysystemowego połączenia gazowego na linii północ-południe. Budowa gazoportu w Świnoujściu, który miał być pierwotnie gotowy w styczniu 2012 r., została o kilkanaście miesięcy opóźniona i dopiero pod koniec 2008 r. ruszyła z miejsca. Gabinet Tuska wyznaczył nowy termin na oddanie gazoportu dopiero na czerwiec 2014 r. Zmieniła się jednak całkowicie funkcja terminala LNG. Zgodnie z planem z roku 2006 terminal miał umożliwić realną dywersyfikację dostaw gazu ziemnego do Polski na poziomie 7,5 mld m3 rocznie. Koalicja PO-PSL postanowiła, że gazoport ma być jedynie „zwornikiem bezpieczeństwa”, którym Polska ewentualnie może importować niewielkie ilości gazu. Na polskim rynku ma być przede wszystkim gaz rosyjski oraz niewielkie ilości gazu z Kataru. Rząd zrezygnował z poszukiwania dostawców na odbiór kolejnych 3-5 mld m3 gazu LNG. Wielki sukces, jakim miało być podpisanie kontraktu z Rosjanami na dostawy surowca do 2037 r. okazał się gospodarczą i polityczną katastrofą. Polska w 2009 r. uzależniła się od rosyjskiego gazu na kolejne 28 lat godząc się na odbiór dodatkowych 2,8 mld m3 gazu rocznie począwszy od 2010 r. Rząd polski podpisał porozumienie z rządem Federacji Rosyjskiej na szczeblu międzypaństwowym, co było praktyką obca w cywilizowanych państwach Unii Europejskiej. Żaden gabinet w Europie – rząd niemiecki, francuski czy włoski – nigdy nie podpisał porozumienia w którym swoim majestatem gwarantowałby dostawy surowców energetycznych na określonych zasadach w określonym czasie. Stronami tego typu porozumień w Europie są spółki handlowe, a nie rządy państw. Rzekomo proeuropejski rząd Donalda Tuska uznał, że to urzędnicy i politycy, a nie spółki handlowe,  mają decydować ile gazu potrzeba Polsce przez najbliższe trzy dekady od rosyjskiego monopolisty. Ponadto na mocy międzyrządowego porozumienia PGNiG praktycznie stracił kontrolę nad strategiczną infrastrukturą dla bezpieczeństwa państwa, jaką wtedy był gazociąg jamalski będący własnością EuRoPol Gaz. Każda decyzja w spółce musiała, bowiem zapadać za zgodą Kremla.  Media rosyjskie pisały z zachwytem o wielkim sukcesie Gazpromu.

Miejsce w historii

Jest styczeń 2013 roku. W związku z brakiem możliwości powołania nowego rządu Prezydent RP rozpisuje nowe wybory parlamentarne. Do Polski od kilku miesięcy nie płynie gaz ziemny ani z kierunku wschodniego ani z kierunku zachodniego. „Wiarygodny dostawca” Gazprom po raz kolejny wstrzymał dostawy gazu do Polski. Pierwszym zadaniem nowego rządu będzie zgoda na porozumienie z Gazpromem, które ma obowiązywać do 2067 r. Po podpisaniu nowego kontraktu Gazprom zaczyna dostarczać swój gaz bezpośrednio do polskich odbiorców za pomocą gazociągu jamalskiego po cenach niższych niż ma to miejsce przy dostawach dla PGNiG. Polska spółka nie może sprzedać zakontraktowanego do 2067 r. gazu, ale musi za niego zapłacić, nie może go także sprzedać za granicę, gdyż w kontrakcie jest klauzula o zakazie reeksportu, więc z każdym niesprzedanym, a zakontraktowanym metrem sześciennym popada w coraz większe kłopoty finansowe. Sytuacja ta nie trwa długo. W styczniu 2014 r. PGNiG ogłasza upadłość. Jeszcze przed rozpoczęciem dostaw gazu LNG przez Qatar Gas. Jeden z ogólnopolskich dzienników słusznie napisał na swojej czołówce, że „Donald Tusk zapewnił sobie trwałe miejsce w polskiej historii, jako ten, który swoją krótkowzrocznością, spowodowaną wyborami prezydenckimi w 2010 r., które i tak przegrał, doprowadził do największego kryzysu politycznego Rzeczpospolitej w XXI wieku. Skutkiem działań z 2009 r. rządu PO-PSL jest rzeczywista utrata suwerenności przez Polskę”.

źródło: Gazeta Polska

Tekst mojego autorstwa, który ukazał się w Gazecie Polskiej 25 listopada 2009 r.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Donalda Tuska miejsce w historii

Donalda Tuska miejsce w historii

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij