Publikacje

Gazowe Deja Vu

14 kwietnia 2022 /

25 sierpnia 1993 r. wicepremier Henryk Goryszewski w gabinecie Hanny Suchockiej podpisał z wicepremierem Federacji Rosyjskiej Olegiem Łobowem „Porozumienie między Rządem Rzeczpospolitej Polskiej a Rządem Federacji Rosyjskiej o budowie systemu gazociągów dla tranzytu gazu rosyjskiego przez terytorium RP i dostawach gazu rosyjskiego do RP”. Zgodnie z „Porozumieniem” na terenie Polski miała zostać wybudowana dwunitkowa magistrala gazowa przez spółkę EuRoPol Gaz. Już na wstępie polscy politycy nie zabezpieczyli interesów państwa, zatwierdzając niekorzystny układ własnościowy w EuRoPol Gaz, w którym po 48 proc. akcji mają Gazprom i PGNiG, a 4 proc. wskazana przez Rosjan spółka Bartimpex. Problem udziału trzeciego podmiotu do dnia dzisiejszego nie został rozwiązany.

W lutym 1995 r. zostały uzgodnione kwestie techniczne budowy gazociągu. 25 września 1996 r. został przez rząd SLD–PSL zawarty kontrakt jamalski zwany kontraktem stulecia na dostawy rosyjskiego gazu w latach 1998–2019. Już na tym etapie postkomuniści zignorowali pojawiające się realne propozycje importu gazu norweskiego. NIK skrytykował rząd za to, że kontrakt zawarty był bez realnych prognoz co do zużycia gazu ziemnego w Polsce oraz za wyrażanie zgody na niekorzystną formułę kontraktową „bierz albo płać” z zakazem reeksportu importowanego surowca.

Zespół Kropiwnickiego

Z tego powodu rząd Jerzego Buzka już na początku swojej pracy postawił sobie za cel doprowadzenie do dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego. Wielką i pozytywną rolę w tym procesie odegrał kierowany przez Jerzego Kropiwnickiego Zespół ds. Dywersyfikacji Dostaw Gazu, w skład którego wchodzili m.in. Piotr Naimski oraz Piotr Grzegorz Woźniak.

Zespół rekomendował rządowi działanie, zgodnie z którym z jednego kierunku może być importowane maksymalnie 30 proc. gazu. Strategicznym celem polityki energetycznej rządu Buzka stało się zawarcie kontraktów na dostawy surowca z Danii i Norwegii. Zauważalna była różnica zdań ośrodka premierowskiego z ministrem gospodarki Januszem Stainhoffem, który pod wpływem silnego lobby górniczego w 1999 r. faktycznie wstrzymał wszelkie decyzje w sprawie porozumienia z Norwegami do czasu opracowania dokumentu pt. „Założenia polityki energetycznej Polski do 2020 r.”. Warto dodać, że podobny manewr stosuje od listopada 2007 r. minister gospodarki Waldemar Pawlak, ustawowo odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne RP, opóźniając prace nad dywersyfikacją dostaw gazu ziemnego na każdym możliwym etapie do czasu przyjęcia przez rząd PO–PSL dokumentu o nazwie „Polityka energetyczna Polski do 2030 r.”.

Negocjacjom szkodziły również wypowiedzi niechętnych kontraktowi z Norwegami polityków SLD. Dosłownie w przeddzień wyborów parlamentarnych 2 lipca 2001 r. został zawarty kontrakt z Danią na dostawy przez osiem lat 2 mld m3 gazu. Budowa gazociągu Baltic Pipe miała zostać ukończona w 2004 r. Ponadto 3 września udało się podpisać długoterminowy kontrakt z Norwegami na dostawy 74 mld m3 gazu do Polski. Koszt budowy magistrali wzięła na siebie strona norweska. Zgodnie z kontraktem już w 2008 r. do Polski popłynęłoby 2,5 mld m3 norweskiego surowca, a w latach 2011–2024 dostawy gazu osiągnęłyby poziom 5 mld m3.

Niewykorzystana geopolityczna szansa Polski

Formuła długoterminowego kontraktu norweskiego była elastyczna i uwzględniała możliwość reeksportu gazu, co sprawiało, że Polska miała szansę stać się głównym gazowym graczem w Europie Środkowo-Wschodniej, bowiem norweskim gazem potencjalnie zainteresowane były inne państwa, np. Czechy czy państwa nadbałtyckie. Po podpisaniu kontraktu z Norwegami i z Duńczykami pojawiła się niebywała wręcz szansa na korzystną dla Polski renegocjację kontraktu jamalskiego. Zgodnie bowiem z technicznym porozumieniem z 1995 r., Polska miała odbierać większość surowca II nitką jamalską, która powinna być wybudowana do 2001 r. I nitkę oddano do użytku dopiero w 2000 r. (ostatnią, szóstą tłocznię oddano do użytku w 2006 r.). Polska mogła z niej odbierać tylko 2,88 mld m3 gazu.

Niewywiązanie się Rosjan z tego warunku było dużą szansą dla polskich negocjatorów. Dowodem na to były w grudniu 2001 r. moskiewskie uzgodnienia pomiędzy PGNiG a Gazpromem o eliminacji ze spółki EuRoPol Gaz Bartimpexu Aleksandra Gudzowatego. W nagrodę za ten zgodny z polską racją stanu sukces Zarząd PGNiG został natychmiast odwołany przez postkomunistów. „Dziwnym trafem” większość nowych ludzi w PGNiG była powiązana z Aleksandrem Gudzowatym, a rządzący zapowiedzieli, że kontrakt norweski zostanie zbadany pod kątem jego biznesowej opłacalności (nomen omen podobne słowa słyszeliśmy w pierwszej połowie 2008 r. od ministra gospodarki Waldemara Pawlaka krytykującego projekty gazociągu Baltic Pipe i terminalu LNG).

Na marginesie warto podkreślić, że liczenie opłacalności biznesowej na zasadzie: gaz ziemny z kraju X jest o 3,5 proc. czy 7 proc. droższy niż gaz ziemny z kraju Y, więc Polska powinna kupować gaz tylko z kraju X – nie ma sensu, gdyż w ten sposób tworzy się monopol kraju X. Monopolista w dłuższym okresie będzie w stanie wymusić na swoim kliencie to, co będzie mu wygodne.

Jaskrawym przykładem tego zachowania jest przypadek niekorzystnej zmiany formuły cenowej kontraktu jamalskiego wymuszonej przez Gazprom w zamian za gwarancję zawarcia z pośrednikiem RosUkrEnergo krótkoterminowego kontraktu na brakujący w Polsce gaz. Tak więc z uwagi na to, że większość zakontraktowanego surowca z Rosji miała płynąć II nitką jamalską, która nie została wybudowana, gaz duński i norweski zastąpiłby gaz rosyjski.

W tych latach odgrzewany dziś projekt importu rosyjskiego gazu ziemnego z kierunku niemieckiego zwany projektem Bernau–Szczecin został uznany za przedsięwzięcie zagrażające realizacji umowy z Norwegami i Duńczykami. Aż dziw bierze, że mało kto zwraca uwagę na fakt, że spółka Aleksandra Gudzowatego jest kapitałowo zaangażowana w EuRoPol Gaz, czyli w realizację konkurencyjnego projektu kontraktu jamalskiego.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Na Wschód zwrot

Postkomuniści zmienili strategiczne cele wyznaczone przez poprzednią ekipę premiera Buzka, zamierzając w negocjacjach z Gazpromem uzgodnić budowę II nitki jamalskiej i obniżyć wolumen dostaw gazu ze Wschodu. Za renegocjacje kontraktu odpowiedzialny był wicepremier Marek Pol pełniący funkcję ministra infrastruktury. Leszek Miller stanowczo potwierdził, że jest niechętny kontraktom z Danią i Norwegią, ponieważ najlepszym sposobem dywersyfikacji jest… zwiększenie krajowego wydobycia gazu (i znowu należy podkreślić, że jest to najczęściej powtarzany argument Waldemara Pawlaka, niechętnego uniezależnieniu się Polski od rosyjskiego surowca). Ostatecznie w grudniu 2003 r. Polska i Norwegia unieważniły kontrakt norweski, a tym samym budowa Baltic Pipe stała się niepotrzebna. Duńczycy kilka miesięcy później faktycznie zrezygnowali z udziału w tym projekcie. 12 lutego 2003 r. wicepremier Marek Pol podpisał protokół dodatkowy do umowy jamalskiej z 1993 r., w którym zmniejszono dostawy gazu ziemnego do Polski o 30 proc. i wyrażono zgodę na odbiór surowca w trzech innych punktach zdawczo-odbiorczych na polskiej granicy wschodniej zamiast II nitką jamalską. Obowiązywanie kontraktu zostało przedłużone do 2022 r. Wolumen surowca, z którego Polska zrezygnowała, nie był objęty sztywną formułą „bierz albo płać”, przez co Polska straciła wszelkie instrumenty do prowadzenia elastycznej polityki gazowej. Już kilkanaście miesięcy później stało się jasne, że Polsce zabraknie 2 mld m3 gazu. W tę lukę wszedł wskazany przez Gazprom pośrednik (w chwili obecnej jest to spółka RosUkrEnergo).

NIK w swoim raporcie z 2004 r. jednoznacznie stwierdził, że podpisane porozumienie jest niekorzystne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, negocjacje były prowadzone przez Marka Pola bez wymaganej prawem instrukcji negocjacyjnej, nie zniesiono zakazu reeksportu rosyjskiego surowca oraz formuły „bierz albo płać” oraz pozostawiono niezbyt elastyczne widełki odbioru gazu w danym roku w wysokości ok. 10 proc. wielkości zakontraktowanej. Utrzymanie niskich opłat za przesył surowca przez terytorium Polski spowodowało, że Polska mogła i wciąż, niestety, może stracić kontrolę własnościową nad gazociągiem jamalskim. Wicepremier Pol de facto wynegocjował, że EuroPol Gaz stał się spółką działającą na zasadzie non profit, to znaczy opłaty tranzytowe miały wystarczać na bieżącą działalność spółki. Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, kiedy niektórzy politycy PSL i PO wmawiają opinii publicznej, że budowa II nitki jamalskiej jest finansowo korzystna dla PGNiG. Ponadto postkomuniści nie wykorzystali w negocjacjach niedotrzymania przez Rosjan uzgodnień w sprawie budowy II nitki jamalskiej, choć sami stawiali sobie za cel wynegocjowanie gwarancji jej budowy.

Kluczowe negocjacje

Rząd PO–PSL przejął po gabinecie premiera Jarosława Kaczyńskiego dwa rozpoczęte projekty dywersyfikacyjne: budowę terminalu do odbioru gazu skroplonego w Świnoujściu oraz gazociągu podmorskiego Baltic Pipe z Danii do Polski, za pośrednictwem którego możliwy będzie import gazu norweskiego. Bezpieczeństwo energetyczne powinno być wyjęte spoza wszelkich sporów politycznych, bowiem jego zapewnienie, w szczególności w sektorze gazowym, wymaga realizacji projektów inwestycyjnych, przekraczających ramy jednej kadencji. Niestety, do września ubiegłego roku zmarnowano czas na niepotrzebne dyskusje i zgłaszanie „cudownych” pomysłów na zagwarantowanie bezpieczeństwa energetycznego Polski przez różne ośrodki polityczne w PO i PSL. Opóźnienie dywersyfikacji gazu, konflikty w rządzie na linii premier Tusk – wicepremier Pawlak i kakofonia „cudownych” pomysłów na zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego RP oraz zwykła naiwność i nieudolność rządzących grożą trwałym uzależnieniem Polski od rosyjskiego gazu na kolejne dziesięciolecia.

Waldemar Pawlak okopał się na pozycji „hamulcowego” dostaw gazu ziemnego z innego kierunku niż wschodni. Na potrzeby kampanii medialnej karmi opinię publiczną hasłami o zwiększeniu wydobycia krajowego gazu, odnawialnych źródłach energii, zgazowaniu węgla i sugeruje nieopłacalność „ekonomiczną” (cokolwiek by to znaczyło) odziedziczonych po PiS projektów gazowych. Kulminacją takiej polityki powstrzymywania było zasugerowanie, że decyzja własnego rządu z sierpnia 2008 r. o budowie terminalu LNG i potwierdzeniu jego lokalizacji w Świnoujściu nie jest ostateczna. Wicepremier Pawlak wyraźnie różni się z premierem Tuskiem, który dziś uznaje budowę terminalu za projekt strategiczny dla polskiej racji stanu, czego dowodem jest m.in. wspomniana uchwała rządu oraz przygotowany projekt specustawy dotyczącej gazoportu.

Problemem okazuje się jednak wciąż postawa Zarządu PGNiG odpowiedzialnego za wynegocjowanie kontraktu na dostawy skroplonego gazu do Polski, którego optyka skierowana jest przede wszystkim na realizację szkodliwych dla dywersyfikacji projektów budowy interkonektorów z Niemcami i z hubem w Baumgarten kontrolowanym przez Gazprom. Realizacja tych pomysłów PGNiG oznacza import gazu rosyjskiego z kierunku zachodniego i południowego.

Niestety, podobnej determinacji na poziomie wykonawczym brakuje administracji rządowej w stosunku do projektu Baltic Pipe, który jak do tej pory nie został uznany przez obecną ekipę jako drugi projekt strategiczny dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Na domiar złego od kilku miesięcy Waldemar Pawlak lobbuje budowę II nitki gazociągu jamalskiego, której realizacja jest całkowicie sprzeczna z polskim interesem. Polska nie odniesie żadnych korzyści z budowy II nitki w obecnych realiach, bowiem EuroPol Gaz działa na zasadzie non profit. Propozycja Pawlaka, wspartego w czasie styczniowego kryzysu gazowego przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, stanowi obecnie największe zagrożenie dla sukcesu uniezależnienia się od rosyjskiego surowca. Już bowiem w grudniu zeszłego roku Gazprom uzależnił zgodę na budowę II nitki Jamału od warunku odbioru przez Polskę 10 mld m3 surowca. W efekcie wspomnianego kryzysu gazowego krótkoterminowy kontrakt na dostawy 2,3 mld m3 gazu od RosUkrEnergo nie jest obecnie realizowany, co stanowi świetną podstawę negocjacyjną dla Rosjan zwiększenia dostaw o ten brakujący wolumen w ramach kontraktu jamalskiego. Tym samym budowa terminalu LNG i Baltic Pipe stanęłaby pod wielkim znakiem zapytania. Sam fakt, że rozpoczynają się właśnie negocjacje polsko-rosyjskie na szczeblu rządowym w sprawie dodatkowych dostaw gazu w zamian za nierealizowany przez RosUkrEnergo krótkoterminowy kontrakt jest sukcesem Rosjan, którzy, mając doskonale w pamięci słabość, naiwność, głupotę lub po prostu jawne działanie na rzecz rosyjskich interesów polskich negocjatorów, postarają się wykorzystać nadarzającą się szansę na zwiększenie zależności Polski od Rosji.

W tym kontekście warto wsłuchać się w głos Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych do RP w latach 2005–2008, który dziś jako doradca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego twierdzi, że „skrajnie niekorzystnym dla polskiego bezpieczeństwa wynikiem negocjacji byłoby podpisanie przez PGNiG, z kimkolwiek, długoterminowego kontraktu na te 2,3 mld m3. Zgoda rządu PO–PSL na odbiór 10 mld m3 gazu rosyjskiego z Jamału oznacza, że Polska na trwałe uzależniona będzie od rosyjskiego gazu ziemnego. Realizowane projekty dywersyfikacji  z innych kierunków staną się w tym dziesięcioleciu bezcelowe, bowiem rosyjski gaz pokryje całkowite zapotrzebowanie Polski na importowany surowiec. Niestety, wiele wskazuje na to, że obecne rozpoczynające się negocjacje mogą się zakończyć klęską porównywalną ze skutkami fatalnych decyzji tandemu Leszek Miller – Marek Pol.

źródło: Niezależna Gazeta Polska

Tekst mojego autorstwa, który ukazał się w Niezależnej Gazecie Polskiej 3 kwietnia 2009 r.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Gazowe Deja Vu

Gazowe Deja Vu

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij