Wywiady

Janusz Kowalski o zmianach w Energetyce Cieplnej Opolszczyzny: Należy skłonić Niemców do wycofania z Polski

29 czerwca 2019 /
Janusz Kowalski

Piotr Guzik: Niedawno doszło do roszad we władzach Energetyki Cieplnej Opolszczyzny. Na czele rady nadzorczej stanął Jakub Czyczyło, przedstawiciel Opola, z zarządu spółki odwołano reprezentantkę mniejszościowego akcjonariusza, koncernu E.ON, w jej miejsce powołując dotychczasowego prezesa spółki ECO Kogeneracja. To pana sprawka?

Janusz Kowalski: Nie byłem w ten proces zaangażowany. Temu, co dzieje się w mieście, przyglądam się z boku. Ostatnie zmiany są jednak częścią strategii, jaką opracowałem w latach 2014-15 i której realizację rozpocząłem po powrocie do Opola w charakterze jednego z zastępców prezydenta Arkadiusza Wiśniewskiego. Jej celem było powstrzymanie prywatyzacji ECO oraz odzyskanie kontroli nad spółką przez Opole, większościowego akcjonariusza.

Wcześniej jej nie było?

Skutkiem polityki byłego prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego z Platformy był niekorzystny układ sił w radzie nadzorczej. Miasto, choć ma ponad połowę udziałów, miało w dziewięcioosobowej radzie trzy miejsca, podobnie jak mniejszościowy akcjonariusz, czyli niemiecki E.ON, a także przedstawiciele pracowników ECO. Skutek? Mniejszościowy akcjonariusz paraliżował wszystkie działania miasta Opola. Wszystko po to, by maksymalizować zysk z dywidendy, bez oglądania się na konieczność realizacji zadań na rzecz lokalnych społeczności. Co więcej, sprzedanie E.ON akcji Opola w ECO otworzyłoby niemieckiemu koncernowi drogę do zbudowania na zachodniej ścianie Polski silnej grupy ciepłowniczej. Stałoby się to na bazie ECO oraz spółki Szczecińska Energetyka Cieplna, gdzie E.ON ma już większość akcji. I wtedy nic nie stałoby na przeszkodzie, by Niemcy odsprzedali takie aktywa np. rosyjskiemu Gazpromowi. Podobna sytuacja miała już miejsce na Węgrzech.

Rozumiem, że to mogłoby oznaczać podwyżkę cen za ciepło, ale to widmo i tak wisi nad nami z racji rosnących stawek za emisję dwutlenku węgla do atmosfery.

Tym bardziej zarząd spółki, który ma wpływ na wysokość taryf, a którego członkowie mają na uwadze, że stoją na czele przedsiębiorstwa służebnego wobec mieszkańców miasta będącego większościowym akcjonariuszem, może dążyć do tego, aby było to w jak najmniejszym stopniu odczuwalne dla portfeli ludzi. Oprócz tego możliwe będą szersze działania inwestycyjne na rzecz mieszkańców.

To oznaczałoby obniżenie dywidendy. Ucierpi na tym i E.ON, i Opole.

Gdyby to ode mnie zależało, to dążyłbym do tego, aby nie wypłacano mniejszościowemu akcjonariuszowi ECO ani złotówki. I liczę na to, że Arkadiusz Wiśniewski też będzie się ku temu skłaniał. Owszem, to wymagałoby przekonstruowaniu budżetu miasta, uwzględnienia braku pieniędzy z dywidendy. Z drugiej strony inwestycje prowadzone przez ECO oznaczałyby rozwój spółki, tym samym podnoszący jej wartość. Inwestycje te, chociażby w rozszerzenie sieci ciepłowniczej, otworzyłyby nowym i obecnym mieszkańcom dostęp do tańszego ciepła. Jednocześnie liczę na to, że takimi działaniami uda się skłonić E.ON do refleksji, by sprzedał swoje akcje jednej z polskich grup energetycznych i by Niemcy wycofali się z naszego kraju.

Nie obawia się pan, że takie stwierdzenia mogą się odbić negatywnie na polsko-niemieckich relacjach gospodarczych? Niemcy to przecież nasz główny partner.

Nigdy nie widziałem tak agresywnego i łamiącego wszelkie standardy mniejszościowego akcjonariusza, jak ruchy E.ON w ECO wobec Opola. Gdyby w Niemczech doszło do analogicznej sytuacji, to wybuchłby międzynarodowy skandal. To E.ON stał za organizowaniem protestów i kolportowaniem szkalujących miasto Opole ulotek. Okazuje się jednak, że buta i arogancja w biznesie potrafią odbić się czkawką.

Nie ma ryzyka, że zmiany w ECO doprowadzą do kolejnej wojny, która sparaliżuje działalność spółki?

Nie wątpię, że E.ON będzie chciał jeszcze wykorzystywać różne kruczki prawne, tak jak robili to poprzednio. Nie mają jednak już zbyt szerokiego pola manewru. Myślę, że zakończenie batalii, którą rozpocząłem kilka lat temu, jest bliskie pozytywnego finału.

Jeśli pana wizja się ziści, to udziały w ECO mogłoby objąć PGE, a to mogłoby oznaczać powrót do tematu doprowadzenie ciepła z elektrowni do miasta.

Na tym etapie nie sposób jednoznacznie odnieść się do tej kwestii. Mogę natomiast powiedzieć, że rynek energetyczny w Polsce się zmienia, a rząd PiS dąży do tego, by naturalne monopole, takie jak jednostki wodociągowe czy ciepłownicze, były w rękach państwa bądź samorządu. PGE już odkupiło elektrociepłownie od francuskiego EDF. Teraz czas na repolonizację aktywów w Opolu i w Szczecinie należących do Niemców.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Osiągnięcia

Opolskie

Wystąpienia

Interpelacje

Legislacja

Media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij