

W grudniu 2019 roku na szczycie Rady Europejskiej zadecydowano, że do 2050 roku Unia Europejska będzie neutralna klimatycznie. To znaczy, że do tego czasu państwa członkowskie zrezygnują całkowicie zarówno z węgla, jak
i z gazu. I Polska się na to niestety zgodziła. Problem w tym, że gaz jest również paliwem kopalnym, a emisja z jego spalania jest niewiele niższa, niż z nowoczesnych instalacji węglowych.
Dlatego zastępowanie węgla gazem, od którego i tak w ciągu 30 lat mamy odejść, jest koncepcją błędną, generującą jedynie niepotrzebne koszty. Polskie instalacje węglowe powinny pracować do końca swoich możliwości technicznych.
I z każdym rokiem będzie ono rosło o ok. miliard metrów sześc. A to oznacza, że za dwa lata osiągniemy limit przepustowości niezbędnej do importu gazu niezbędnego do funkcjonowania naszej gospodarki. Należy także brać pod uwagę fakt, że punkty wejścia gazociągów znajdują się głównie na północy kraju, a system przesyłowy gazu ziemnego wewnątrz Polski dopiero jest modernizowany. Jak najbardziej istnieje więc ryzyko, że paliwo nie dotrze np. na Podkarpacie, które dotąd było zaopatrywane w ramach kontraktu jamalskiego z kierunku ukraińskiego.
Wywiad dla portalu Biznes Alert