Aktualności

Nasz Dziennik: Opozycja wpisuje się w niemiecką narrację

17 lutego 2022 /

Treść wywiadu, który ukazał się 14 lutego 2022 r. w Naszym Dzienniku:

ROZMOWA / z Januszem Kowalskim, posłem Solidarnej Polski

Rafał Stefaniuk

Rada Europy krytykuje Polskę za redukcję środków i godzin przeznaczanych na naukę języka niemieckiego dla przedstawicieli mniejszości niemieckiej w Polsce.

– To jest totalny absurd. Gdzie jest Rada Europy, gdy Berlin od 31 lat łamie art. 25 polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie? Strony zobligowały się, że nasze języki będą drugim językiem w szkołach. Polska wypełnia swoje zobowiązania, a Niemcy do dzisiaj tego nie robią. Obywatele RFN narodowości polskiej – którzy często są też obywatelami RP – są pozbawieni możliwości nauki języka polskiego jako ojczystego w swoich szkołach. Nie ma w Niemczech ani jednej szkoły, która uczyłaby języka polskiego jako ojczystego w systemie szkolnym. Natomiast w Polsce dzieci narodowości niemieckiej uczą się języka niemieckiego jako ojczystego, to funkcjonuje w systemie edukacji i otrzymują stosowne świadectwo. Berlin, odbierając naszym rodakom możliwość nauki języka polskiego jako ojczystego, dyskryminuje ich. To pokazuje, że stanowisko Rady Europy jest kuriozalne. I dlatego nie zostawię tej sprawy. Wkrótce złożę wniosek do Rady Europy o jak najszybsze zajęcie się przypadkami dyskryminacji mniejszości polskiej w Niemczech.

Pełnomocnik rządu RFN ds. mniejszości prof. Bernd Fabritius twierdzi, że landy wydają w sumie 200 mln euro na naukę języka polskiego.

– Niektóre landy finansują naukę języka dla dzieci migrantów w systemie pozaszkolnym – jako zajęcia dodatkowe. Tak więc nie jest to odnotowywane na świadectwie szkolnym jako oficjalny przedmiot. Bywa, że informacja o nauce dodatkowego języka polskiego pojawia się w uwagach edukacyjnych – jako aktywność w zajęciach pozalekcyjnych. Rozmawiałem o kwocie, którą podał prof. Bernd Fabritius, z liderami mniejszości polskiej w Niemczech. Nikt nigdy tych 200 mln euro nie widział. I jest to kwota nierealna choćby z tego powodu, że na całe Niemcy jest tylko kilkudziesięciu zarejestrowanych nauczycieli języka polskiego w systemie nauki języka dla migrantów – wynikającego z unijnej dyrektywy HSU. Stawianie znaku równości między traktatową – tak jak robi to Polska – nauką języka niemieckiego jako ojczystego a realizowaną przez część landów nauką języka polskiego jako języka migrantów jest wielkim nieporozumieniem. To obrażanie naszych rodaków! To odbieranie im prawa do nauki języka przodków jako ojczystego! Niemcy naukę języka polskiego przez mniejszość polską traktują dokładnie tak samo jak naukę języka arabskiego przez migrantów z Bliskiego Wschodu. A co do tych 200 mln euro, to nie przedstawiono żadnego dowodu, że wydają taką kwotę.

W Sejmie bardzo mocno krytykował Pan ostatnią wizytę Bernda Fabritiusa w Opolu.

– Tak, bo wizyta przedstawiciela Niemiec była kuriozalna. Wykazał się on brakiem znajomości podstawowych pojęć. Obraził obywateli RFN narodowości polskiej, nazywając ich mniejszością etniczną! Powtarzam: mniejszością etniczną! Użył tego pojęcia dwa razy! A jak wiemy, mniejszość etniczną tworzą te osoby, które nigdy nie miały swojego państwa – ich państwo nie istnieje! Taką mniejszością etniczną w Polsce są np. Tatarzy. Nazywanie naszych rodaków, obywateli RFN, mniejszością etniczną, jest policzkiem, uderzeniem w honor każdego Polaka. To jest skandal i mam nadzieję, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych podejmie w tej sprawie stanowcze kroki dyplomatyczne. Polski rząd nie może pozwolić sobie na tak skandaliczne wypowiedzi, które uderzałyby w nasz honor. Poniżania mniejszości polskiej w Niemczech nie można tolerować. A co więcej, Bernd Fabritius nie jest anonimową postacią. To przedstawiciel Berlina, który zabiera głos w imieniu swojego rządu.

Rada Europy przypomina, że Polska jest stroną konwencji o językach regionalnych i mniejszościowych i na tej podstawie musi chronić języki mniejszości. Ograniczając środki na naukę języka niemieckiego, nie naruszono przepisów dokumentów?

– W żaden sposób. Nikt nie odbiera naszym obywatelom pochodzenia niemieckiego możliwości nauki języka niemieckiego jako ojczystego. Mniejszość niemiecka w Polsce jest traktowana z należytym szacunkiem. Państwo polskie robi bardzo dużo, żeby czuli się oni u nas bardzo dobrze – bo są to także obywatele naszego kraju. Nie tylko mają możliwość nauki języka niemieckiego jako ojczystego, ale też budżet państwa dotuje działalność wielu ich instytucji kulturalnych. Polska wspiera działalność ich stowarzyszeń, fundacji czy instytutów. Standard wsparcia mniejszości niemieckiej w Polsce jest bardzo wysoki. To jest wzór dla Europy.

Rada Europy powinna się jednak przyjrzeć temu, co robią Niemcy. Tam Polacy są dyskryminowani. Odbiera się im prawo do statusu mniejszości narodowej. A przecież wielu naszych rodaków jest obywatelami Republiki Federalnej Niemiec od wielu pokoleń. Od dekad byli lojalnymi obywatelami i budowali dobrobyt Niemiec. A ich dzieciom odbiera się prawo do nauki języka polskiego jako ojczystego. Berlin robi też wszystko, aby nie zwrócić majątku Związkowi Polaków w Niemczech, który został im zagrabiony przez III Rzeszę. Kilka dni temu doszło do spotkania liderów naszej mniejszości w Niemczech z prof. Przemysławem Czarnkiem, ministrem edukacji i nauki. Oni potwierdzili to, że są ofiarami systemowej dyskryminacji! Co w tej sytuacji robi opozycja? PSL, postkomuniści i Platforma Obywatelska, zamiast wsłuchiwać się w głos naszych rodaków, przeprowadziły brutalny atak na większość sejmową i rząd za to, że dążymy do symetrii w polsko-niemieckich relacjach. To, co robi opozycja, wpisuje się w niemiecką narrację. To jest rzecz niepojęta, aby w tak ważnej sprawie stawać po stronie państwa, które dyskryminuje naszych rodaków. Polska nie robi nic innego, jak tylko żąda od Berlina przestrzegania Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 r.

Europoseł Lewicy Łukasz Kohut zaproponował rezolucję Parlamentu Europejskiego wzywającą polski parlament i rząd do uznania języka śląskiego za język regionalny.

– W politykę niemiecką względem naszego państwa wpisano rozbijanie jedności. Dlatego sztucznie kreuje się narodowość śląską oraz język śląski jako język regionalny. Pamiętajmy, że śląskość to jest część polskości. Bycie Ślązakiem to jest bycie Polakiem. Jeżeli dzisiaj pojawiają się takie inicjatywy i zgłaszają je europosłowie wywodzący się z Polski, w mojej ocenie świadczy to o przetrąceniu kręgosłupa narodowego. Berlin chce, aby w Polsce dochodziło do wzmacniania antagonizmów, a przecież ich nie ma. Ślązacy to wyłącznie Polacy. A fakt, że na terenie województw: śląskiego, opolskiego i dolnośląskiego legalnie działają organizacje, które mają w sposób delikatny, ale jednak konsekwentny, budować przekonanie, że śląskość to coś zupełnie innego niż polskość, jest czymś bardzo złym. Tym bardziej, że często mogą one funkcjonować dzięki niemieckim pieniądzom.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Nasz Dziennik

Udostępnij na social media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij