Aktualności

Nasz Dziennik: Sanitaryzm szkodzi

05 lutego 2022 /

Treść wywiadu, który ukazał się 3 lutego 2022 r. w Naszym Dzienniku:

ROZMOWA / z Januszem Kowalskim, posłem Solidarnej Polski

Sejm odrzucił projekt o testowaniu pracowników. Jedynie 152 posłów chciało jego dalszego procedowania. Widać wyraźny podział wewnątrz PiS w tej sprawie.

– Ten projekt w swej treści był nie do przyjęcia. Chociaż nie zapominajmy, że Lewica chciała go uczynić jeszcze bardziej radykalnym, zgłaszając m.in. postulat przymusowych szczepień Polaków. Nie jesteśmy klubem zamordystycznym – tak jak partia Donalda Tuska – i potrafimy ze sobą rozmawiać, ale też się i różnić. Wewnątrz Zjednoczonej Prawicy funkcjonuje wiele grup i każda może wyrażać swoje zdanie. Tak jest w wielu sprawach – np. w kwestii polskiej energetyki, gdzie Solidarna Polska opowiada się za obroną polskich kopalni i węgla. W tej sprawie się podzieliliśmy, jednak dalej jesteśmy jednością. Nikt do nikogo nie ma urazy.

Pojawią się kolejne takie projekty?

– Wierzę w to, że to już koniec ustaw sanitarnych w Polsce. Trzeba iść drogą innych państw, które uznały, że sanitaryzm jest szkodliwy dla społeczeństwa. Brytyjczycy i Duńczycy już wracają do prawdziwej normalności – bez certyfikatów, bez obostrzeń. Inne kraje też o tym mówią. Ostatnie miesiące to był czas niesłychanych ludzkich tragedii. Upadały przedsiębiorstwa, ludzi wyrzucano z pracy. Przez izolację ludzie przeżywają problemy psychiczne. W Europie Zachodniej brutalnie pacyfikowano protesty osób, które zwracały uwagę na nieskuteczność sanitaryzmu. Holenderska policja użyła psów przeciwko demonstrantom. Z kolei niemiecka pałowała swoich obywateli. Chciałbym, żeby rozpoczął się etap poszukiwania rozwiązań wspólnotowych: państwo polskie ma służbę zdrowia, żeby leczyć, a nie segregować obywateli. Jestem ojcem i widzę, jak zła dla najmłodszych jest nauka zdalna. Ile oni na tym tracą i ile ich to kosztuje. Nie chcę za kilka lat czytać nagłówków w gazetach o straconym pokoleniu – osobach, które mają braki w wiedzy, ale też nie radzą sobie emocjonalnie. Każdy racjonalny rodzic – nawet zwolennik paszportów covidowych – widzi, jak wielkie spustoszenie wywołuje wśród najmłodszych dotychczasowa polityka.

Spodziewa się Pan zmian kadrowych w Ministerstwie Zdrowia?

– Nie jest moją rolą kreować politykę kadrową rządu. Od tego są premier Mateusz Morawiecki i liderzy Zjednoczonej Prawicy: Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro. Jeżeli mam oczekiwania wobec resortu zdrowia, to takie, żeby ministrowie zaczęli rozmawiać z szerszym gronem osób – nie tylko z tymi, które się zgadzają z ich polityką. Otwarcie na inne środowiska mogłoby wnieść wiele w strategię zdrowotną państwa. Parlamentarny Zespół ds. Sanitaryzmu, który prowadzi poseł Anna Maria Siarkowska, był w stanie zaprosić na swoje posiedzenie prof. Andrzeja Horbana – z którym się skrajnie nie zgadzam. Zaprosiliśmy też konstytucjonalistę prof. Ryszarda Piotrowskiego, który nie jest zwolennikiem polityki Zjednoczonej Prawicy. Ale spotkaliśmy się i mogliśmy merytorycznie rozmawiać – poznać wiele różnych opinii. Do takiego sposobu działania zachęcam Ministerstwo Zdrowia. Chciałbym, żeby resort stanął też w obronie lekarzy, którzy w czasach COVID-19 zdecydowali się na leczenie pacjentów, robili to skutecznie, a mają z tego powodu wiele problemów.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Sytuacja jest poważna?

– Dzisiaj lekarze, którzy na pierwszym miejscu postawili ratowanie zdrowia i życia pacjentów, muszą się z tego tłumaczyć przed Naczelną Izbą Lekarską. Na to nie może być zgody w wolnej i demokratycznej Polsce. Grupa lekarzy od pierwszego dnia walki z koronawirusem – opierając się na własnym sumieniu i korzystając ze swojej najlepszej wiedzy – ratowała tysiące Polaków przed śmiercią. Gdy znaczna część świata rozkładała bezradnie ręce, oni wiedzieli, jak leczyć. Za to, co robili, często byli poddawani szykanom. To jest skandal, że osoby te muszą się tłumaczyć z tego, że skutecznie ratowały ludzkie życie. To jest zbrodnia, że chcieli leczyć pacjentów, robili to i byli w tym skuteczni? Dzisiaj lekarze mają poważne problemy, bo mieli inne zdanie niż korporacja lekarska. Chciałbym, żeby resort zdrowia siadł z nimi wszystkimi do stołu. Uważam, że dużo by się zmieniło, gdyby minister Adam Niedzielski i prof. Andrzej Horban zaczęli rozmawiać z lekarzami, którzy leczą, a nie sprowadzają walkę z COVID-19 tylko do kwarantanny i segregowania Polaków.

Niemcom nie podoba się to, że doprowadził Pan do zmniejszenia dotacji na naukę języka niemieckiego dla ich mniejszości w naszym kraju.

– Moja pierwotna poprawka zakładała obcięcie dotacji o prawie 240 mln zł. W tym roku obcięliśmy wydatki na naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej o prawie 40 mln, a w 2023 r. będzie to prawie 120 mln. Jest to na razie obcięcie dotacji o blisko 65 proc. Ale bardzo dobrze, że tak się stało. Już i tak jest to historyczne wydarzenie. Po raz pierwszy od 30 lat Rzeczpospolita upomniała się o swoje córki i synów – systemowo dyskryminowanych w Niemczech. Tyle praw dla mniejszości niemieckiej w Polsce, ile dla mniejszości polskiej w Niemczech. Polacy żyją tam od dekad, a dzisiaj są traktowani gorzej niż imigranci z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu. Niech Niemcy się oburzają na zmianę, do której doprowadziłem. Jest wtedy szansa, że zastanowią się nad swoją polityką względem Polaków w ich kraju. A zrobię też wszystko, aby znieść nieuprawniony przywilej wyborczy dla mniejszości niemieckiej. Dzisiaj są oni zwolnieni z 5-procentowego progu wyborczego, dzięki temu bez problemu wprowadzają swoich przedstawicieli do polskiego Sejmu. Politycy CDU czy SPD mówią, że Polska dyskryminuje mniejszość niemiecką. To jest typowa niemiecka hipokryzja. Mają najbardziej upolitycznione sądownictwo w UE, a nas pouczają, jak mamy budować swój system.

Kiedy wniesie Pan projekt zmian w ordynacji wyborczej?

– Porozmawiam o tym z kolegami z Solidarnej Polski i z Prawa i Sprawiedliwości. Chcę wnieść bliźniaczo podobny projekt, który PiS wysuwało w 2004 r. Już wtedy postulowano odebranie przywileju wyborczego mniejszości niemieckiej. Nie ma podstaw merytorycznych, aby przedstawiciel Niemców w Polsce wchodził do Sejmu bez progu wyborczego. Tym bardziej że ich poseł – Ryszard Galla, głosował przeciwko odbudowie Pałacu Saskiego. Nie poparł budowy muru na granicy polsko-białoruskiej. A teraz w rozmowie z jednym z portali mówi, że „wstydzi się za polski Sejm”. Skoro tak, skoro się wstydzi, to zrobię wszystko, żeby to była jego ostatnia kadencja.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Nasz Dziennik

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Nasz Dziennik: Sanitaryzm szkodzi

Nasz Dziennik: Sanitaryzm szkodzi

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij