Publikacje

Nord Stream – gazowa pułapka

28 marca 2022 /

Moskwa traktuje dostawy gazu ziemnego i ropy naftowej do Europy jako instrument własnej polityki zagranicznej. W dokumencie rządowym „Strategia energetyczna Rosji do 2020 r.” można przeczytać, że „strategicznym celem rozwoju sektora gazowego (…) jest ochrona politycznych interesów Rosji w Europie i sąsiadujących krajach (…)”.

W innym kremlowskim dokumencie „Strategia energetyczna Rosji do 2030 r.” czytamy, że „strategicznym celem zagranicznej polityki energetycznej jest maksymalne wykorzystanie potencjału energetycznego Rosji w celu pełnej integracji ze światowym rynkiem energii, wzmocnienie na nim pozycji Rosji i uzyskanie możliwie najwyższego zysku dla gospodarki narodowej”. Z tej perspektywy najważniejszym rosyjskim projektem infrastrukturalnym ostatniego dziesięciolecia, który służyć ma osiągnięciu strategicznych politycznych i gospodarczych celów Rosji, jest właśnie budowa magistrali gazowej przez spółkę Nord Stream. Myli się ten, kto uważa, że kosztowna budowa „politycznego” gazociągu nie przyniesie Rosji i Niemcom wymiernych zysków. Niestety, Polska należy do grupy tych państw, które wkrótce mogą odczuć w wymiarze finansowym i politycznym, co w praktyce oznacza budowa Gazociągu Północnego.


Cios w Ukrainę
Uruchomienie bezpośredniego połączenia gazowego pomiędzy Rosją a Niemcami umożliwi bezpośrednie dostawy gazu do państw członkowskich Unii Europejskiej na zachód od Odry bez dotychczasowego pośrednictwa Polski, Ukrainy i Białorusi. Dziś przez Ukrainę przesyłane jest około 95 mld m sześc. gazu rocznie do odbiorców w Unii Europejskiej. Prawdopodobne zmniejszenie już w 2012 r. o 30 proc. przesyłanego przez Ukrainę gazu na rzecz Gazociągu Północnego będzie kosztować Kijów utratę nawet 800 mln USD rocznie z tytułu utraconych opłat tranzytowych. Rosja w każdej chwili będzie mogła przerwać lub ograniczyć dostawy gazu ziemnego do państw byłego bloku sowieckiego, w tym również do Polski. Z kierunku ukraińskiego bowiem dostarczana jest większość zakontraktowanego przez PGNiG surowca w ramach wieloletniego kontraktu jamalskiego. Gaz natomiast popłynie bez ryzyka przerw w dostawach do Niemiec, Danii, Holandii, Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii.


O tym, że Rosja nie zawaha się użyć do swoich politycznych celów nacisku energetycznego, świadczy chociażby kryzys gazowy w styczniu 2009 r., który Kreml bezwzględnie wykorzystał (przy pełnej aprobacie rządu Donalda Tuska) do zwiększenia uzależnienia polskiej gospodarki od dostaw rosyjskiego gazu. Nie jest tajemnicą, że podpisanie przez polski rząd niekorzystnej umowy gazowej w październiku 2010 r. jest dla niego samego bombą z opóźnionym zapłonem. To właśnie za uzależnianie polskiej gospodarki od rosyjskiego gazu, zrzeczenie się na żądanie Władimira Putina kontroli nad strategiczną infrastrukturą przesyłową, tj. gazociągiem jamalskim, i za niezabezpieczenie narodowych interesów Rzeczypospolitej w obszarze wydobycia gazu łupkowego Donald Tusk w przyszłości może zostać postawiony przed Trybunałem Stanu. Z tego właśnie powodu pilnie strzeżona jest przez polityków PO tajemnica polsko-rosyjskich negocjacji z lat 2009-2010. Upublicznienie szczegółów tych rozmów, w postaci ujawnienia np. instrukcji negocjacyjnych czy stenogramów z negocjacji, byłoby niewątpliwie szokiem dla Polaków. Dlatego opinia publiczna nie pozna przez najbliższe lata odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy płacą dziś jedne z najwyższych rachunków za gaz ziemny w Europie.

Zawrotne tempo budowy
9 kwietnia 2010 r. rozpoczęła się budowa 1224-kilometrowego odcinka morskiego gazociągu Nord Stream. Kilkanaście tygodni temu gazociąg został już podłączony do gazowych sieci przesyłowych w Niemczech, w tym przede wszystkim do biegnącego wzdłuż polsko-niemieckiej granicy do Czech 470-kilometrowego gazociągu OPAL. Za kilka tygodni pierwszą nitką Gazociągu Północnego popłynąć może do Niemiec 28 mld m sześc. błękitnego paliwa. Gaz importowany przez PGNiG z Niemiec czy z kierunku czeskiego będzie od teraz gazem nie tylko z gazociągu jamalskiego, ale również z Nord Stream. Niemcy i Rosjanie bez problemu w ciągu półtora roku położyli na dnie Morza Bałtyckiego ponad tysiąc kilometrów gazociągu. Tymczasem przez 4 lata rządów koalicji PO – PSL nie rozpoczęto nawet budowy arcyważnego dla bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej podmorskiego połączenia gazowego z Danią. W przypadku bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej i konieczności budowy połączeń gazowych na linii północ-południe, z obszarem wolnym od dominacji rosyjskiego gazu, hasło „Polska w budowie” nie obowiązuje. A przecież za pośrednictwem gazociągu Baltic Pipe do Polski mogłyby popłynąć nawet 3 mld m sześc. gazu rocznie – nierosyjskiego surowca. Może i gaz nie ma narodowości, ale narodowe paszporty mają właściciele firm, które sprzedają do Polski gaz. Z tej perspektywy każdy projekt budowy połączenia gazowego z Niemcami, czyli de facto z obszarem byłej NRD, szczególnie w kontekście konieczności maksymalizacji zysków z powodu otwarcia Gazociągu Północnego, oznacza, że tą drogą do Polski będzie importowany tylko i wyłącznie drogi rosyjski gaz przez firmy kontrolowane przez Rosjan i Niemców.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Nacisk na Polskę 2012
Czy realny jest scenariusz kolejnego kryzysu gazowego w styczniu 2012 roku? W tym miesiącu zazwyczaj, co 2-3 lata, przerywane są dostawy do „niesfornych” kontrahentów takich jak Ukraina czy Białoruś. Wydaje się prawdopodobne, że Rosja już niebawem zdecyduje się przetestować, jak działają kleszcze Nord Stream, ograniczając częściowo dostawy na Ukrainę, a może i do Polski. Tym razem państwa starej Piętnastki UE nie będą mieć powodów do zmartwień, ponieważ gaz rosyjski będzie spokojnie płynąć magistralą północną po dnie Morza Bałtyckiego. Gazprom ma oczywisty interes geopolityczny, aby przerwać dostawy gazu do Polski po to, by zmusić słaby rząd Donalda Tuska do kolejnych ustępstw. W wyniku styczniowego kryzysu gazowego w 2009 r. i trwających blisko 2 lata polsko-rosyjskich negocjacji gazowych rząd PO – PSL oddał Rosjanom faktyczną kontrolę nad 660-kilometrowym gazociągiem jamalskim, którym przez Polskę przesyłanych jest rocznie do państw starej Piętnastki około 30 mld m sześc. gazu. Premier Władimir Putin bez problemu wynegocjował z premierem Donaldem Tuskiem zwiększanie o blisko 2 mld m sześć. gazu rocznie do 2022 r. importu rosyjskiego gazu do Polski. Tym samym Donald Tusk odebrał polskiej gospodarce możliwość importu tańszego niż rosyjski gazu skroplonego za pośrednictwem pierwszego w rejonie Morza Bałtyckiego terminalu LNG w Świnoujściu, który będzie oddany do użytku w czerwcu 2014 roku.


Jednakże w wyniku publicznego nacisku prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na rząd Donalda Tuska we wrześniu 2010 r. PO – PSL wycofała się z własnej propozycji przedłużenia niekorzystnego dla polskiej gospodarki kontraktu jamalskiego o 15 lat, do 2037 roku. Na szczęście również nie została podpisana umowa gwarantująca Gazpromowi monopol korzystania z gazociągu jamalskiego w przesyle gazu do innych państw UE w latach 2019-2045. Niepodpisanie przez Gazprom nowej umowy za przesył (właściwie za darmo) przez polskie terytorium 30 mld m sześc. do 2045 r. jest w gruncie rzeczy jedynym celem negocjacyjnym Kremla, który nie został jeszcze osiągnięty. Rosjanie zagwarantowali sobie w podpisanej umowie gazowej w 2010 r. zapis mówiący o możliwie jak najszybszym spełnieniu ich postulatu. Być może obecnie prowadzone są w przyjacielskiej atmosferze pomiędzy polską a rosyjską stroną „konsultacje” na temat ram gwarantujących Gazpromowi monopol na gazociągu jamalskim w perspektywie do 2045 roku. Jeżeli tak nie jest, łatwo wyobrazić sobie scenariusz kolejnego styczniowego kryzysu gazowego, który zostanie przez Władimira Putina wykorzystany do zmuszenia Polski, by zawarła ten niekorzystny kontrakt na przesył przez terytorium naszego kraju gazu do połowy XXI wieku. 


W perspektywie uruchomienia za kilka lat w Polsce wydobycia gazu łupkowego na skalę przemysłową kontrola Gazpromu nad gazociągiem jamalskim i jego pełna monopolizacja oznaczać będzie również kontrolę nad potencjalnym polskim eksportem gazu przez najbliższe kilkadziesiąt lat. 
Tak czy owak Polska już od 8 listopada znajdzie się w gazowej pułapce Nord Stream, której towarzyszyć będą z pewnością głosy postkomunistycznych środowisk o konieczności tzw. przyłączenia się do tego projektu, co faktycznie już ma niestety miejsce. Importowany gaz z południa i z zachodu będzie surowcem przesłanym również Gazociągiem Północnym. A przy braku determinacji rządu Donalda Tuska do dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski stan, w którym blisko 100 proc. importowanego do naszego kraju gazu stanowi surowiec rosyjski, trudno nie mieć uzasadnionych obaw o bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze Rzeczypospolitej. Po kapitulacji w ostatnich 4 latach rządu PO – PSL i wycofaniu się z działań blokujących i opóźniających budowę Gazociągu Północnego, które z powodzeniem były prowadzone w latach 2005-2007 przez rządy tworzone przez PiS, jedynym ośrodkiem monitorującym działalność spółki Nord Stream jest szczecińska obywatelska inicjatywa posła na Sejm RP Joachima Brudzińskiego i posła do Parlamentu Europejskiego Marka Gróbarczyka, którzy uruchomili portal www.gazociag-polnocny.pl dostarczający aktualnej wiedzy na temat Nord Stream. Inicjatywa ta nabierze szczególnego znaczenia właśnie po 8 listopada 2011 r., kiedy to po uruchomieniu pierwszej nitki Gazociągu Północnego Polska faktycznie znajdzie się w gazowej geopolitycznej pułapce Kremla.

źródło: Nasz Dziennik

Tekst mojego autorstwa, który ukazał się w Naszym Dzienniku 21 października 2010 r.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Galeria

Luka EU ETS

Reforma KSH

Opolskie

Moje raporty

Media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij