Aktualności

Polska dotuje gaz dla Niemiec

18 sierpnia 2022 /

Przejęcie elektrociepłowni przez E.ON wiązałoby się natychmiast ze zmianą węgla na gaz, surowiec byłby kupowany z kierunku zachodniego, z Nord Stream – mówi Janusz Kowalski, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, poseł PiS, były wiceprezes PGNiG SA

Trzech byłych członków zarządu spółki EuRoPol Gaz usłyszało w listopadzie 2019 r. zarzuty dotyczące umów gazowych z Rosjanami. Kwestie związane z gazowymi negocjacjami polsko-rosyjskimi monitorował pan na bieżąco, należał pan do kierowanego przez prof. Andrzeja Zybertowicza zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego, powołanego przez szefa Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego…

Janusz Kowalski: Tak, monitorowałem prowadzone przez ekipę Donalda Tuska negocjacje gazowe z Rosją w latach 2009–2010. Odpowiadałem za współpracę Zespołu/Kancelarii Prezydenta RP z pozostającym wtedy w opozycji PiS. Śp. Prezydent RP Lech Kaczyński na początku kryzysu gazowego w 2009 r. wysłał jasny sygnał do rządu Donalda Tuska politycznego wsparcia w rozwiązaniu kryzysu gazowego. Donald Tusk propozycję odrzucił i poszedł w najgorszym kierunku, czyli na dogadanie się z Władimirem Putinem, w czego efekcie działania prezydenta Kaczyńskiego i parlamentarnej opozycji PiS nakierowane były na ograniczenie skutków gazowej umowy Tusk–Putin.

Negocjacje w sprawie dostaw gazu wcale na początku nie wyglądały źle…

Pierwsza instrukcja negocjacyjna rządu Donalda Tuska – co ujawnili Marek Pyza i Marcin Wikło w jednym z artykułów opublikowanych w tygodniku „Sieci” – była zgodna z polską racją stanu. Głównym celem negocjacyjnym w 2009 r. było szybkie podpisanie krótkoterminowego kontraktu na dostawy gazu na wolumen, który przestał być dostarczany przez kontrolowany przez rosyjski Gazprom RosUkrEnergo, czyli na 2,3 mld m3 gazu, do czasu uruchomienia gazoportu w Świnoujściu oraz otwarcia gazociągu ze złóż norweskich Baltic Pipe, czyli do 2011 r. Trzy lata wcześniej, w 2006 r., PGNiG zawarło z tą spółką kontrakt na dostawy gazu do Polski do końca 2009 r., z możliwością jego przedłużenia do 2011 r.

Rok 2009 był więc kluczowy, trzeba było negocjować, bo inaczej w Polsce zabrakłoby gazu…

Tak. Aby rozwiązać problem gazowy, trzeba było prowadzić renegocjacje w ramach międzyrządowej umowy gazowej, tzw. jamalskiej, obowiązującej do roku 2022. Sprawa wydawała się prosta: Polsce wystarczyłby kontrakt biznesowy na dwa lata, bo potem ten brakujący wolumen powinien być sprowadzany metanowcami z całego świata – jako gaz płynny LNG – tak jak planował rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego, który realnie rozpoczął budowę terminalu LNG w Polsce.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Jakie projekty gazowe otrzymała w spadku nowa ekipa rządząca?

Pod koniec 2007 r., na finiszu rządów Jarosława Kaczyńskiego, mieliśmy na stole dwa projekty, które były odpowiedzią na kryzys gazowy z 2006 r., kiedy Gazprom szantażował nas wstrzymaniem dostaw do Polski. Po pierwsze, w I kwartale 2006 r. została zainicjowana budowa terminalu gazu skroplonego LNG, po drugie – w Ministerstwie Gospodarki, u ministra Piotra Naimskiego, rozpoczął się proces wskrzeszania Baltic Pipe, w innej wersji niż w latach 2003–2004. Byłem wtedy członkiem rady nadzorczej spółki ­Investgas SA z grupy PGNiG, odpowiedzialnej za budowę Baltic Pipe (notabene zabrakło nam dosłownie kilku miesięcy do rozpoczęcia fazy inwestycyjnej tego przedsięwzięcia). Ten właśnie projekt w pierwszych dniach urzędowania zakwestionował rząd Platformy Obywatelskiej i PSL. W wywiadzie dla miesięcznika „Forbes” z 29 sierpnia 2007 r. Donald Tusk mówił wprost, że jest przeciw kontraktowi norweskiemu. Zakwestionował paradygmat budowy niezależności energetycznej Europy Środkowej i Wschodniej, stawiając na polityczny sojusz z Władimirem Putinem. Zrobił dokładnie to, co wcześniej premier Leszek Miller z SLD – wykluczył jakiekolwiek porozumienie z Norwegami, zrezygnował z możliwości budowy połączenia północnego, co faktycznie oznaczało realizację interesów rosyjskich w Polsce i skazanie nas na konieczność odbioru bardzo drogiego rosyjskiego gazu ziemnego.

Był jednak jeszcze drugi projekt dywersyfikacyjny…

I w tym przypadku Donald Tusk podjął na szczęście właściwą decyzję. Dużą rolę odegrał w tym Piotr Naimski, który kilka razy spotkał się z Donaldem Tuskiem i przekonał go, że trzeba budować gazoport. To dowód na propaństwową postawę opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości, które chciało realizować program dywersyfikacji gazu wysunięty przez prezydenta Kaczyńskiego zgodny z żywotnymi interesami Polski i wyłączyć sprawy gazowe spod krajowego sporu politycznego. Inwestycja, jeżeli chodzi o decyzję, była opóźniona o ponad rok, ale sama w sobie była właściwa. PiS planowało otwarcie gazoportu w 2012 r., kiedy zakończy się kontrakt z RosUkrEnergo. Ostatecznie gazoport przez opóźnienie ekipy Donalda Tuska został uruchomiony dopiero w 2016 r., po przejęciu władzy przez PiS. Jednym słowem: gazoport był realizowany, ale brakowało konsekwencji.

Wróćmy do negocjacji w 2009 r. Polsce chyba sprzyjały wówczas warunki rynkowe, zdecydowanie lepsze niż kilka lat wcześniej…

Sytuacja rynkowa w 2009 r. była rzeczywiście wyjątkowo korzystna. Jeszcze kilka lat wcześniej, podczas kryzysu w 2006 r., nasza pozycja negocjacyjna po rządach Sojuszu Lewicy Demokratycznej z lat 2001–2005 była beznadziejna. Gazu w 2006 r. brakowało, bo SLD podpisał fatalny aneks w lutym 2003 r. do umowy jamalskiej, a cena gazu oscylowała w okolicach 450 dol. za 1000 m3. Natomiast w 2009 r. sytuacja zmieniła się diametralnie, ceny drastycznie spadały, do 250 dol. za 1000 m3. Świat ogarnął kryzys gospodarczy, w Polsce zapotrzebowanie na gaz zmniejszyło się o 1 mld m3. Pozycja negocjacyjna rządu Donalda Tuska była znakomita. Mógł on doprowadzić do podpisania krótkoterminowego kontraktu z Gazpromem, a z drugiej strony – do obniżenia ceny za gaz w ramach kontraktu jamalskiego, która została narzucona szantażem przez Kreml w 2006 r. Tak jak zrobili to odbiorcy rosyjskiego gazu w Europie Zachodniej. Tusk nie chciał ani obniżać cen gazu, ani nie szukał wsparcia w Komisji Europejskiej, wybierając dwustronne porozumienie ze swoim faktycznym sojusznikiem Putinem.

Wystarczyło więc podpisać krótkoterminową umowę. Sprawa wydawała się banalnie prosta…

Ale tak nie było, bo Rosjanie zasiedli do rozmów z polskim rządem, za zgodą Tuska, na temat wszystkich niezakończonych problemów.

Jakie były to problemy?

Rosjanie zażądali „umorzenia” 1 mld zł zobowiązań Gazpromu wobec spółki EuRoPol Gaz za przesył gazu. Ekipa Tuska i Pawlaka przystała na żądania Rosjan i zrezygnowała z roszczeń wobec RosUkrEnergo, co jest właśnie dziś przedmiotem zatrzymań prokuratorskich. Rosjanie zaczęli też rozmowy na temat funkcjonowania EuRoPol Gazu, czyli właściciela 660-kilometrowego polskiego odcinka gazociągu jamalskiego. W rezultacie Polska straciła nad spółką faktyczną kontrolę. Wcześniej, przed podpisaniem aneksu jamalskiego, wszystkie decyzje podejmowane były większością głosów, polski prezes miał głos decydujący, co umożliwiało złożenie do szefa Urzędu Regulacji Energetyki wniosku taryfowego dotyczącego stawki za przesył gazu przez terytorium Polski. Rosjanie wynegocjowali tzw. reprezentację krzyżową, która polega na tym, że każda decyzja musi zyskać akceptację strony polskiej i rosyjskiej. Oznacza to, że nie można wbić łopaty bez zgody Gazpromu. Rosjanie wynegocjowali też, co – jak rozumiem jest przedmiotem badania prokuratury – ustanowienie tzw. administracyjnego pułapu maksymalnego zysku dla spółki EuRoPol Gaz, w wysokości 21 mln zł netto rocznie. Oznacza to, że każdy wniosek taryfowy ma być tak składany, by spółka miała maksimum 21 mln zł zysku netto.

W praktyce oznacza to, że…

…Polska dotuje gaz dla odbiorcy niemieckiego, ustalając na skandalicznie niskim poziomie stawki przesyłowe, niższe niż na Ukrainie czy Białorusi. Polska jako kraj, przez który przesyłanych jest 27 mld m3 gazu do odbiorców zachodnich, po prostu na tym nie zarabia. Wcześniej zyskiwaliśmy setki milionów. Spółka EuRoPol Gaz była bardzo zyskowna, zarabiała netto 300–500 mln zł rocznie. Stawka za przesył Jamalem 1000 m3 na polskim odcinku 100 km to 3,77 zł, czyli równowartość mniej więcej jednego dolara. Na Ukrainie stawka za przesył gazu wynosi ponad 2,7 dolara. Tak Tusk pozbawił polską spółkę EuRoPol Gaz milionów złotych rocznie za przesył gazu.

Odwiedź mój profil na YouTube

Jaki był w tym interes Polski?

W umowie gazowej Tusk–Putin z października 2010 r. nie ma ani jednego zapisu zgodnego z polskim interesem. Ani jednego!

Ale jak to tłumaczono oficjalnie?

Pamiętajmy, kto odpowiadał za negocjacje zgodne z instrukcjami Donalda Tuska i jego doradców: wicepremier Waldemar Pawlak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska, a twarzą był wiceminister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski, który odpowiadał za nadzór nad PGNiG, na forum sejmowej komisji Skarbu Państwa zaś bronił całego porozumienia z Rosjanami, 21 mln zł dla EuRoPol Gazu, reprezentacji krzyżowej. Twierdził, iż jest to doskonały interes dla Polski, ponieważ zapewniamy sobie to, że gaz będzie płynął do nas do 2045 r., jeżeli przedłużymy z Rosjanami kontrakt przesyłowy. Na szczęście tak się nie stało.

Jednak zostaliśmy przy roku 2022…

Tak, ale Rosjanie mieli jeszcze dwie sprawy, które chcieli przeforsować – obie na szczęście im nie wyszły. Pamiętajmy, że z Rosją mamy dwa kontrakty: jeden – odbiorczy jamalski, obowiązujący do 2022 r., i drugi – przesyłowy, na 27 mld m3 gazu, dla odbiorców zachodnich, który kończy się w maju 2020 r. Rosjanie chcieli kontrakt przesyłowy przedłużyć do 2045 r. Platforma Obywatelska oficjalnie przedstawiała propozycję Rosjan jako wielki sukces, polegający na tym, że przez najbliższe kilkadziesiąt lat przez terytorium Polski będzie płynął na Zachód rosyjski gaz. Politycy PO nie dodawali przy tym, że nie będziemy na nim zarabiać! Natomiast druga sprawa wyszła na jaw podczas tajnego posiedzenia sejmowej komisji gospodarki, zwołanego przez jej przewodniczącego Wojciecha Jasińskiego, kiedy okazało się, że to Waldemar Pawlak był inicjatorem przedłużenia kontraktu jamalskiego do roku 2037. W pierwszej instrukcji negocjacyjnej tego zapisu nie było. To ekipa Tuska, a nie Rosjanie, chciała o 15 lat przedłużyć umowę z Gazpromem! Gdyby do tego doszło, nie rozmawialibyśmy dziś ani o Baltic Pipe, ani o gazoporcie, ani o sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Donald Tusk i Waldemar Pawlak chcieli zabetonować rosyjskim gazem Polskę do 2037 r. Na szczęście silny nacisk opinii publicznej, PiS, a przede wszystkim prezydenta Lecha Kaczyńskiego spowodowały, że Donald Tusk zrezygnował z pomysłu przedłużenia kontraktu do 2037 r. Dzisiaj ta sprawa, z którą związane są zatrzymania byłych członków władz PGNiG oraz EuRoPol Gazu, jest absolutnie rozwojowa, bo liczba pytań prawnych, które należy postawić, dotyczących odpuszczenia interesów gospodarczych polskich spółek, jest bardzo duża. Menedżerowie, którym prokuratura postawiła zarzuty, wykonywali przecież określone decyzje polityczne.

Jesteśmy coraz bliżej zakończenia tzw. kontraktu jamalskiego. Okazał się on niezwykle kosztowny dla Polski. Można powiedzieć, że ustalił on układ sił na naszym rynku energetycznym na wiele lat. Czy nie obawia się pan, że w podobnym kierunku zmierza Nord Stream 2, którym rosyjski gaz popłynie do Niemiec?

Jestem ostatnią osobą, która będzie uczyć Niemców, jak robić politykę. Uważam natomiast, że Polska powinna dbać o swoje sprawy. Wybudowaliśmy terminal LNG w Świnoujściu, pierwszy w basenie Morza Bałtyckiego, powstanie połączenie gazowe z Norwegią. Oglądanie się na to, w jaki sposób Niemcy realizują swoje interesy, ma dla nas w tej sytuacji mniejsze znaczenie. Oczywiście w interesie Polski jest to, by wstrzymywać budowę Nord Stream 2. Nasz kraj posiada zdolność ofensywnego działania, zgodnego ze swoimi priorytetami gospodarczymi, o czym świadczą przedsięwzięcia prezesa UOKiK skierowane przeciwko Nord Stream 2, a także nasze zwycięstwo w sporze o niemiecki gazociąg OPAL. Sfera zakupów dla Polski gazu ziemnego i ropy naftowej powinna być tym obszarem, który absolutnie znajduje się pod kontrolą państwa i ludzi myślących o naszym interesie.

Pozostańmy przy kwestiach związanych z bezpieczeństwem energetycznym, zmieńmy jednak perspektywę na bardziej lokalną. Ma pan spore osiągnięcia w dziedzinie repolonizacji energetyki. Czy energetyka stanie się obszarem coraz bardziej istotnym pod względem relacji rząd–samorządy?

W ostatnich trzydziestu latach został popełniony ogromny błąd systemowy, polegający na tym, że Skarb Państwa oddał samorządom kontrolę nad częścią infrastruktury – nad sieciami ciepłowniczymi, a także nad elektrociepłowniami i wodociągami. Efekt jest taki, że samorząd Gdańska sprzedał ciepłownictwo samorządowi Lipska. Na ścianie zachodniej wiele samorządów sprzedało niemieckiemu koncernowi E.ON swoje akcje w Energetyce Cieplnej Opolszczyzny, czyli w dawnym Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej przekazanym przez Skarb Państwa opolskim samorządom. E.ON pod inną nazwą jest partnerem gazociągu Nord Stream 2. W 2014 r. jako wiceprezydent Opola wstrzymałem prywatyzację Energetyki Cieplnej Opolszczyzny zainicjowaną przez PO, która miała być początkiem budowy dużej grupy ciepłowniczej skupionej wokół E.ON, posiadającego w Polsce dwa duże aktywa: w oparciu o Opole i Szczecińską Energetykę Cieplną. Na ich fundamencie E.ON chciał zbudować na ścianie zachodniej bardzo dużą grupę ciepłowniczą, skupując od mniejszych samorządów elektrociepłownie. Nie trzeba być wielkiej klasy analitykiem, by założyć, że tak jak kilka lat temu E.ON wymienił się z Gazpromem aktywami gazowymi na Węgrzech, tak może zrobić to samo z elektrociepłowniami w Polsce. Dla Rosjan byłby to znakomity interes, ponieważ Gazprom nie ma w Polsce bezpośredniego dojścia do odbiorców swojego gazu. Przejęcie elektrociepłowni przez E.ON wiązałoby się natychmiast ze zmianą węgla na gaz, surowiec byłby kupowany z kierunku zachodniego, z Nord Stream. Wstrzymanie prywatyzacji Energetyki Cieplnej Opolszczyzny wyhamowało niemieckie plany budowy silnej grupy elektrociepłowniczej w Polsce.

To przykład z Opolszczyzny. A jak ma się on do reszty kraju?

Jestem zwolennikiem tego, by rząd – tak jak osiągnął sukces, odkupując poprzez PGE francuskie aktywa EDF w Polsce – kontynuował repolonizację sektora ciepłowniczego. Jest on bardzo zyskowny, a także niezwykle istotny z punktu widzenia Polaków: sieci ciepłownicze w poszczególnych miastach są w stu procentach monopolami naturalnymi, nieposiadającymi konkurencji. Powinny być pod kontrolą państwa, którego samorząd jest częścią. Jestem zwolennikiem zrepolonizowania aktywów E.ON i stworzenia takich mechanizmów, np. ustawowych, które utrudnią samorządom sprzedawanie elektrociepłowni i wodociągów. Niemcy są zainteresowani i jednym, i drugim. Samorządy realizują często bardzo naiwną politykę, sprzedając aktywa energetyczne tylko po to, by wybudować np. aquapark.

Dużym problemem jest też przetwórstwo odpadów. Wygląda na to, że samorządy mają poważny problem, by poradzić sobie z tym wyzwaniem.

Samorząd terytorialny jest tą częścią polskiego państwa, która otrzymała od władzy centralnej część kompetencji, by wypełniać je lepiej i sprawniej. Jeżeli w rzeczywistości gospodarczej następują takie zmiany, że rozdrobnione kompetencje nie mogą być zrealizowane bardziej efektywnie, trzeba po prostu przywrócić centralizację pewnych procesów. Będzie to bardziej korzystne dla mieszkańców. Po prostu zmienia się rynek, samorząd nie jest w stanie temu sprostać. Usługi komunalne w sposób naturalny powinny być pod kontrolą samorządów, a lokalni przedsiębiorcy winni konkurować ceną usług. Relacje pomiędzy samorządem a władzą centralną w Polsce wymagają przemyślenia. Niektóre samorządy stały się swego rodzaju księstwami. Uważają, że mogą budować swoją retorykę w opozycji do polskiego rządu czy nawet państwa. Prowadzą nawet własną politykę zagraniczną. Tymczasem samorządy są po to, by zajmować się sprawami lokalnymi, a zdecydowana część samorządowców, nie mam wątpliwości, to ludzie, którzy uczciwie i ciężko pracują.

Jak w praktyce miałaby wyglądać repolonizacja aktywów energetycznych? Taka operacja wymaga bardzo dużych kapitałów.

Jestem zwolennikiem tego, by w repolonizacji części aktywów wspierać szczególnie te spółki Skarbu Państwa, które mają odpowiednie strategie, jak PGNiG Termika czy PGE Energia Ciepła. Repolonizacja gwarantuje nam przede wszystkim bezpieczeństwo. Pamiętajmy o tym, że w tej chwili regulacje unijne mają bezpośredni wpływ na jakość usług, m.in. komunalnych. Uważam, że polskie państwo jest bezpieczniejszą przystanią niż koncerny międzynarodowe, traktujące polskie firmy wodociągowe czy ciepłownicze jako spółki dywidendowe.

Czy widzi pan dla Spółek Skarbu Państwa jakąś szczególną rolę?

Tak. Uważam, że ten obszar gospodarki, który znajduje się pod nadzorem państwa, czyli spółki Skarbu Państwa, należałoby traktować jak jedną wielką grupę kapitałową. Potrzebne są również zmiany strukturalne. Jestem zwolennikiem stworzenia w Polsce prawa holdingowego, które umożliwi bardziej skuteczne zarządzanie oraz nadzór nad dużymi koncernami. Trzeba też przemyśleć funkcję członka rady nadzorczej. Chciałbym, żeby rada nadzorcza miała możliwość kontrolowania spółek córek, by kontrola właścicielska stała się jeszcze bardziej efektywna, ale żeby także zwiększyła się odpowiedzialność członków rad nadzorczych. Należy również przemyśleć na nowo organizację pionów bezpieczeństwa, odpowiedzialnych za zarządzanie strategiczne, ponieważ bardzo dużo know-how w tym obszarze jest importowane. Myśl koncepcyjna powinna być realizowana w samych spółkach Skarbu Państwa, a nie na zewnątrz. Traktowanie spółek Skarbu Państwa jako jednej grupy kapitałowej oraz bardziej produktywne wykorzystanie zachodzących między nimi efektów synergii, pozwoli zwiększyć ich efektywność, co może mieć jeszcze większe znaczenie, gdyby wystąpiły oznaki spowolnienia gospodarczego . Efektywność tej części gospodarki, która w dużej mierze odpowiada za PKB, będzie jeszcze bardziej cenna, niż jest obecnie.

Źródło: Gazeta Bankowa

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Polska dotuje gaz dla Niemiec

Polska dotuje gaz dla Niemiec

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij