Publikacje

Polska w objęciach Nord Stream

22 marca 2022 /

Dwa obszary energetyczne

Jeżeli równie konsekwentnie za kilka lat Rosja wybuduje na południu gazociąg South Stream, Europa zostanie podzielona trwale na dwa obszary energetyczne, które wyznaczą mapę geopolitycznych wpływów Kremla w Unii Europejskiej. Ukraina natomiast straci swój ostatni mocny atut w trwającej ostatnie dwie dekady walce o wybijanie się na polityczną suwerenność od Rosji, bowiem dotychczasowe strategiczne znaczenie Ukrainy w przesyle rosyjskiego gazu ziemnego do Europy zostanie zredukowane. Jeżeli ktokolwiek ma wątpliwości, czy rząd Federacji Rosyjskiej zawaha się przed wykorzystywaniem monopolistycznej pozycji energetycznej w realizacji politycznych interesów, warto, by prześledził coroczne styczniowe przepychanki naftowe z Białorusią, gazowe konflikty z Ukrainą czy casus przerw w dostawach ropy naftowej rurociągiem birżańskim do rafinerii w Możejkach kupionej przez polski, a nie rosyjski koncern naftowy w 2006 r.

Dzięki gazociągom na północy i na południu dostawy rosyjskiego gazu ziemnego na wypadek kolejnego kryzysu energetycznego do państw „starej” piętnastki w Unii Europejskiej nie będą zagrożone. Oddzielona od pozostałych państw w UE Europa Środkowo-Wschodnia stać się może terenem gwałtownych konfliktów na polach dostaw surowców energetycznych, warunków ich przesyłu czy własności energetycznych aktywów, których przejęciem zainteresowane będą rosyjskie spółki naftowe, gazowe i elektroenergetyczne. Niestety, czarny scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Berlin, Paryż czy Rzym, połączone trwałymi energetycznymi i politycznymi interesami z Moskwą, z wielką „troską” i kompletną niemocą będą przyglądać się, jak Mińsk, Kijów, Warszawa czy Praga odcinane są od dostaw gazu ziemnego. Pretekst do takich działań Moskwa umiejętnie znajdzie lub po prostu wykreuje.

Zawrotne tempo

Niemiecko-rosyjskie porozumienie o budowie gazociągu zawarto niecałe siedem lat temu między Gazpromem a E.ON Ruhrgasem. Już w lutym 2010 r. konsorcjum Nord Stream zakończyło proces pozyskania wszystkich niezbędnych zgód i pozwoleń związanych z realizacją tej inwestycji. Najważniejsze było przekonanie przez Nord Stream w listopadzie 2009 r. niechętnej projektowi Szwecji. W maju 2011 r. została ukończona budowa I nitki gazowej magistrali na dnie Morza Bałtyckiego o długości 1189 km i przepustowości 27 mld m3. Za kilka miesięcy rosyjsko-niemieckim gazociągiem popłynie gaz ziemny. Od 2014 r. gazociągiem północnym budowanym przez konsorcjum Nord Stream będzie rocznie przesyłane na europejski rynek prawie 55 mld m3 gazu. Równocześnie wzdłuż polsko-niemieckiej granicy budowana jest lądowa odnoga projektu Nord Stream tzw. gazociąg OPAL. Po zakończeniu tych inwestycji bezpieczeństwo energetyczne Polski będzie poważnie zagrożone. Dostawy gazu ziemnego mogą zostać ograniczone lub nawet wstrzymane, co w przypadku niedokończenia polskich projektów dywersyfikacyjnych na linii północ–południe oznaczać będzie pełne polityczne uzależnienie od Kremla.

Polska odpowiedź na Nord Stream

Od co najmniej 2004 r. oczywiste było, że wybudowanie gazociągu północnego jest tylko kwestią czasu. Polska odpowiedź na Nord Stream nie sprowadzała się do pytania: przyłączyć się do projektu czy go blokować? W sytuacji, w której istniałaby techniczna infrastruktura umożliwiająca import do Polski tego samego wolumenu gazu ziemnego, co kupowany dotychczas w Rosji, budowa gazociągu północnego nie miałaby dla naszego państwa z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego większego znaczenia. Niestety, do tej pory połączeń na linii północ–południe, a nie na odziedziczonych po poprzedniej epoce połączeniach na linii wschód–zachód, nie wybudowano. Oczywiście w obszarze politycznych relacji w samej Unii Europejskiej znaczenie ma fakt, że Niemcy wespół z Rosją bez zgody innych państw członkowskich, w tym przede wszystkim Polski i państw nadbałtyckich, rozpoczęły realizację tego projektu. Ten wymiar braku solidarności europejskiej wielokrotnie podnosił śp. Prezydent RP Lech Kaczyński; nie sposób o tym usłyszeć od prawie czterech lat od premiera Tuska, którego gabinet przejdzie do historii III RP jako najbardziej prorosyjski rząd. Jesteśmy świadkami, jak Polska na własne życzenie przegrywa trwający od kilku lat wyścig z czasem, którego stawką jest nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, ale i suwerenność Rzeczypospolitej.

Polska odpowiedź na Nord Stream została zdefiniowana w pierwszych miesiącach prezydentury śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Wspierane przez niego rządy, bez względu na opcję polityczną, miały do końca 2010 r. zakończyć budowę interkonektora Baltic Pipe, a do końca 2012 r. – budowę pierwszego w basenie Morza Bałtyckiego terminalu do odbioru gazu skroplonego (LNG – Liquid Natural Gas). Dokończenie dywersyfikacji dla rządu tworzonego przez PiS było strategicznym priorytetem politycznym, czego dowodem było utworzenie w listopadzie 2005 r. stanowiska Pełnomocnika Rządu ds. Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii. Pełnomocnik miał za zadanie nie tylko koordynację realizacji projektów dywersyfikacyjnych w sektorze gazu ziemnego i ropy naftowej, lecz także postawiono przed nim zadanie zbudowania zespołu profesjonalistów, którzy w przyszłości odpowiedzialni byliby za polską politykę energetyczną w nowo utworzonym Ministerstwie Energetyki. Warunek był tylko jeden: należy podziękować dotychczasowym „fachowcom” z wykształceniem po sowieckiej szkole „dyplomatów” MGIMO, których jedyny pomysł na bezpieczeństwo energetyczne Polski sprowadza się do zacieśniania energetycznych relacji z Kremlem i torpedowania wszelkich prób uniezależniania surowcowego lub logistycznego od wschodniego sąsiada.

Pierwszym projektem dywersyfikacyjnym był projekt Baltic Pipe, czyli 200-kilometrowy gazociąg na dnie Morza Bałtyckiego do Danii, który umożliwiłby import do 3 mld m3 surowca rocznie. Budowa gazociągu Baltic Pipe pierwotnie miała zakończyć się w 2004 r., ale na skutek sprzeciwu postkomunistów została skutecznie storpedowana. Drugim projektem dywersyfikacyjnym jest budowa terminalu LNG na polskim wybrzeżu w Świnoujściu, którego zakończenie umożliwi w pierwszym etapie import rocznie do 5 mld m3 gazu, a w drugim etapie po dalszej rozbudowie – 7,5 mld m3 surowca rocznie. To mniej więcej tyle, ile zakontraktowano gazu ziemnego w ramach długoletniego kontraktu jamalskiego w 2009 r. Strategicznym celem politycznym, od co najmniej przełomu ostatniej dekady, powinno być więc wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej poprzez realizację dwóch kluczowych projektów dywersyfikacyjnych, które przed oddaniem gazociągu północnego umożliwią import do Polski tej samej ilości gazu, która przesyłana jest z kierunku wschodniego. Realizacja żywotnych interesów politycznych i gospodarczych państwa powinna być wyjęta spoza wszelkich sporów partyjnych. Niestety, tak się jednak nie stało.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Tusk w objęciach Putina

W latach 2005–2007 rządy PiS konsekwentnie realizowały politykę uniezależnienia polskiej gospodarki od rosyjskiego gazu. Oprócz przygotowania inwestycji budowy gazoportu w Świnoujściu, odkurzono projekt Baltic Pipe, który miał być pierwszym połączeniem międzysystemowym łączącym polski system przesyłu gazu ziemnego z obszarem, z którego można importować nierosyjski surowiec. Ponadto na polecenie premiera Jarosława Kaczyńskiego minister gospodarki Piotr Grzegorz Woźniak aktywnie monitorował działalność Nord Stream. W 2007 r. m.in. dokonano analizy niestarannych materiałów przesłanych przez niemiecko-rosyjskie konsorcjum z polskimi mapami morskimi, w efekcie czego na mocy konwencji z Espoo z 25 lutego 1995 r., dotyczącej oddziaływania na środowisko naturalne w kontekście transgranicznym, Polska zażądała skutecznie zmiany przebiegu trasy gazociągu z uwagi na to, że przebiegałby on przez wyłączną polską strefę ekonomiczną. Polska ponadto żądała przedstawienia trzech alternatywnych tras planowanej inwestycji i odniesienia się do zgodności projektu z kierunkami polityki energetycznej i polityki w dziedzinie środowiska naturalnego UE. Okazało się, że gdy jest polityczna chęć, Polska może skutecznie korzystać również z instrumentów opóźniania realizacji tego antywspólnotowego projektu energetycznego.

Niestety, nowy gabinet pod przewodnictwem Donalda Tuska, w tym jawny przeciwnik dywersyfikacji nowy minister gospodarki Waldemar Pawlak, z dnia na dzień zaprzestali od listopada 2007 r. nie tylko działań na rzecz opóźnienia realizacji projektu Nord Stream, ale przede wszystkim zatrzymali polskie projekty dywersyfikacyjne. Choć w pierwszej połowie 2008 r. miały być, zgodnie z precyzyjnym harmonogramem spółki PGNiG, kontraktowane rury do Baltic Pipe, budowa tego interkonektora do dziś nie ruszyła z miejsca. Rosja i Niemcy w niecały rok potrafią położyć 1200 km gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego, a rząd Donalda Tuska od prawie czterech lat nie posunął nawet o milimetr budowy 200-kilometrowego gazociągu Baltic Pipe. Gdyby gazociąg Baltic Pipe zgodnie z harmonogramem został ukończony w 2010 r., nie byłoby konieczności podpisania 29 października 2010 r. arcyniekorzystnej umowy gazowej przez rząd Tuska z rządem Putina. W wyniku zeszłorocznej umowy gazowej zwiększono do 2022 r. o kilka miliardów m3 uzależnienie od rosyjskiego gazu i faktycznie oddano Kremlowi kontrolę nad gazociągiem jamalskim. Przejęcie kontroli nad EuRoPol Gaz było najważniejszym celem Kremla w polsko-rosyjskich negocjacjach gazowych lat 2009–2010. Tego od Donalda Tuska zażądał we wrześniu 2009 r. na Westerplatte Władimir Putin i ten postulat byłego oficera KGB, wbrew oczywistym interesom niepodległego państwa, gabinet PO–PSL bez wahania spełnił. Rząd Donalda Tuska zrezygnował z prawa strony polskiej do kształtowania taryf za przesył 660-kilometrowym gazociągiem jamalskim rocznie 30 mld m3 gazu do innych państw w UE. Równocześnie we wciąż niejasnych okolicznościach rząd Tuska darował Gazpromowi blisko 1 mld zł zaległych opłat za przesył gazu przez Polskę. A spółka EuRoPol Gaz, która nie tak dawno miała roczne zyski w przedziale 300–900 mln zł, w 2010 r. zanotowała stratę!

Rząd PO–PSL ponad rok zwlekał z podjęciem decyzji o kontynuacji budowy gazoportu w Świnoujściu, doprowadzając do sytuacji, że zostanie on ukończony nie jak planowano w 2012 r., ale dwa lata później. Jednakże temu projektowi dywersyfikacyjnemu również „wybito zęby”, definiując jego rolę jako tzw. „zwornik bezpieczeństwa” na wypadek przerw dostaw gazu z kierunku wschodniego. Dla premiera Tuska gazoport przestał być już projektem dywersyfikacyjnym.

Godzina zero

Nietrudno wyobrazić sobie konsekwencje oddania przez rząd Donalda Tuska kontroli nad gazociągiem jamalskim, zaniechania dywersyfikacji i doprowadzenia do sytuacji, w której w 2011 r. zostanie otwarty gazociąg północny, a Polska nie będzie miała technicznej możliwości importu innego surowca niż rosyjski. Za chwilę odezwą się głosy „ekspertów”, że należy przyłączyć się do projektu Nord Stream i w żadnym wypadku nie wolno dopuścić, aby rządy jesienią w Polsce sprawował gabinet tworzony przez „antyrosyjski” PiS. Taka sytuacja grozi bowiem odcięciem dostaw gazu ze wschodu. Nowy gabinet rzeczywiście znajdzie się w bardzo niekomfortowej sytuacji, w której z dnia na dzień mogą zostać ograniczone dostawy gazu ziemnego dla polskiej gospodarki, podobnie jak w styczniu 2009 r. wstrzymano dostawy gazu na Ukrainę i do Europy. Zresztą faktyczne przyłączanie Polski do projektu Nord Stream rozpoczęło się już w I kwartale 2008 r., kiedy to nowy Zarząd PGNiG z jednej strony wstrzymał budowę połączenia gazowego z Danią, a z drugiej rozpoczął lobbowanie połączenia z obszarem byłego NRD w okolicach Szczecina. Wspierany przez Ministerstwo Gospodarki Zarząd PGNiG dowodził, że budowa kolejnego połączenia z Niemcami i faktyczne przyłączenie się do lądowej odnogi Nord Stream, tj. gazociągu OPAL, oznacza… dywersyfikację.

Lotos czy Kaliningrad?

Beztroska i nieodpowiedzialność rządu Donalda Tuska w latach 2007–2011 wystawiają Polskę od jesieni 2011 r., czyli od momentu, w którym pierwszy raz gazociągiem północnym popłynie gaz do Niemiec, na ogromne niebezpieczeństwo energetyczne i polityczne. Bilans rządu PO–PSL sprowadza się do zwiększenia uzależnienia polskiej gospodarki od rosyjskiego gazu przy jednoczesnym zamrożeniu lub opóźnieniu dywersyfikacji, umożliwieniu bezkonfliktowego dokończenia budowy gazociągu północnego i oddaniu faktycznej kontroli nad gazociągiem jamalskim. Najbliższe miesiące pokażą, jak Rosjanie wykorzystają swoją pozycję monopolisty w sektorze gazowym żyrowaną przez Tuska. Czy ceną za gazowy spokój dla Polski będzie przejęcie przez Kreml nowoczesnej rafinerii w Gdańsku, czy zgoda Warszawy na forsowany przez Waldemara Pawlaka projekt elektroenergetycznego połączenia Polski z Kaliningradem, czas pokaże. Być może dlatego rząd PO–PSL odłożył decyzję o wyborze „inwestora” dla gdańskiej rafinerii na dzień po jesiennych wyborach parlamentarnych.

źródło: Nowe Państwo

Tekst mojego autorstwa, który ukazał się w Nowym Państwie 26 maja 2011 r.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Polska w objęciach Nord Stream

Polska w objęciach Nord Stream

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij