Publikacje

Rosja bez gazu

27 czerwca 2022 /

Największym zagrożeniem dla Polski nie jest imperialna polityka Kremla, wykorzystująca surowce energetyczne, lecz sowiecki, niewydolny model rosyjskiej gospodarki. Niedługo Rosja może odciąć nam dostawy gazu i ropy dlatego, że po prostu nie będzie miała czego dostarczyć.

Stefan Kisielewski mówił, że komunizm potrafi doprowadzić do deficytu piasku na pustyni. W Rosji zacofanie sektora gazowego i naftowego może doprowadzić do problemów z wywiązywaniem się tego kraju z kontraktów eksportowych. A mówimy o państwie mającym największe na świecie złoża gazu i ósme co do wielkości złoża ropy naftowej. Rosja, której budżet w 60 proc. jest uzależniony od wpływów ze sprzedaży ropy i gazu, od lat prowadziła rabunkową gospodarkę surowcami. Hossa, która wywindowała ceny ropy i gazu na rekordowe w historii poziomy, tylko utwierdzała Kreml i zależnych od niego szefów koncernów energetycznych, że należy wydobywać jak najwięcej i jak najszybciej. Nikt nie inwestował w modernizację szybów i uruchomienie nowych złóż. W połączeniu z absurdalnym modelem rynku gazu i ropy w samej Rosji okazuje się to zabójczą mieszanką.

Pierwszym krokiem do samobójstwa są w Rosji podwójne standardy cenowe. Ceny paliw czy gazu dla odbiorców krajowych są regulowane i są kilkakrotnie niższe niż dla odbiorców zagranicznych. Sprawia to, że nikt nie dba o oszczędne używanie tych surowców. Na przykład Rosja zużywa porównywalną ilość gazu ziemnego jak cała Unia Europejska, wytwarzając zaledwie jedną dziesiątą PKB, który ma unia. Dla szefów rosyjskich koncernów rachunek jest prosty: zwiększanie produkcji na potrzeby krajowe, oznacza pogorszenie wyników finansowych, więc powinno być wyeliminowane. Oczywiście, państwo nigdy by na to nie pozwoliło, bo dotowanie cen paliw i gazu dla własnych obywateli jest jednym z fundamentów popularności gospodarzy Kremla.

Drugi czynnik zaburzający funkcjonowanie branży gazowej i paliwowej to polityka fiskalna państwa. W okresie, gdy baryłka ropy kosztowała 70 USD, każda eksportująca ropę kompania naftowa oddawała budżetowi – z tytułu ceł nałożonych na eksport – 40 USD z ceny tejże baryłki. To jednak oznaczało, że zyski koncernów były niewystarczające, aby finansować poszukiwanie i uruchamianie nowych złóż, budowę nowych rurociągów czy nawet łatanie starych.

Odwiedź mój profil na Facebooku

Inwestycje w zwiększenie wydobycia ropy i gazu blokują też państwowe monopole przesyłowe – Transnieft (w wypadku sieci naftowej) i Gazprom (w wypadku sieci gazowej). Bez ich zgody żadna kompania wydobywcza nie będzie w stanie eksportować surowców. A trudno sobie wyobrazić, aby na przykład zachodni giganci energetyczni, którzy zainwestowali w Rosji, chcieli zrezygnować z eksportu i dostarczać po zaniżonych cenach gaz i paliwo dla zwykłych Rosjan. Wskutek takiej polityki prawie 40 proc. przesyłu ropy w Rosji jest prowadzone nie za pomocą rurociągów, ale z wykorzystaniem cystern kolejowych – aby obejść monopolistę. W wypadku gazu, gdy tylko pojawiła się możliwość, że zachodnie koncerny wybudują w Rosji terminale do skraplania gazu ziemnego i będą go eksportowały przy użyciu tankowców, ustawowo zabroniono przesyłania błękitnego paliwa z pominięciem Gazpromu.

Stare, mocno eksploatowane złoża rosyjskiej ropy są na wyczerpaniu. Według amerykańskiej agencji rządowej Energy Information Administration (EIA), złoża tzw. basenu uralskiego, Romaszkinskoje i Tujmazinskoje, które od dziesiątków lat zasilały rurociąg Przyjaźń biegnący przez Polskę, są wyczerpane odpowiednio w 85 proc. i 90 proc. Złoże Samotłorskoje, największe zachodniosyberyjskie i jedno z największych na świecie, jest wyczerpane w 73 proc.

Nie wszystkie zapóźnienia da się szybko nadrobić. Mogliby w tym pomóc bardziej efektywni prywatni inwestorzy krajowi lub zachodni. Według autorów branżowego amerykańskiego miesięcznika „Energy Tribune”, Rosja mogłaby do 2030 r. zwiększyć produkcję gazu o 70 proc. (do 1,2 bln m3 rocznie), gdyby uwolniła rynek i prowadziła przyjazną niezależnym firmom politykę. Scenariusz utrzymania dotychczasowej sytuacji, czyli wszechwładzy Gazpromu, zakłada tymczasem, że produkcja gazu tylko nieznacznie przewyższy dzisiejszy poziom. Niezależne firmy Kreml tępi, a nie zachęca do inwestycji. Dość wspomnieć brytyjsko-holenderskiego giganta Royal Dutch/Shell, któremu odebrano koncesję na eksploatację ogromnych złóż na Sachalinie pod pretekstem nieprzestrzegania norm ochrony środowiska. Tuż po rozpoczęciu postępowania o odebranie koncesji główny inżynier tej spółki, odpowiedzialny za sprawy ochrony środowiska, został zamordowany w hotelu przez nieznanych sprawców, a dokumentacja zaginęła.

Odwiedź mój profil na Instagramie

Gazprom, przejmujący w imieniu Kremla kolejne firmy, nie będzie w stanie zrealizować zaplanowanych przez nie inwestycji, bo w wyniku krachu finansowego nie ma na to pieniędzy. Wali się rosyjski budżet. Cena baryłki ropy, kosztującej latem aż 147 USD, spadła do niespełna 34 USD, tymczasem wydatki państwa na 2009 r. zaplanowano z założeniem, że średnioroczna cena baryłki ropy wyniesie 96 USD. Jak szacują eksperci, ceny gazu dostosowują się do cen ropy z siedmio-, dziewięciomiesięcznym opóźnieniem. Rosyjski budżet dobije więc jeszcze taniejący gaz.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że jeśli w ciągu dwóch lat ceny ropy wyraźnie nie wzrosną, Rosja będzie skazana na pomoc zagraniczną. To tylko pogłębi zapaść tamtejszego sektora energetycznego. Były wiceminister energetyki Władimir Miłow, szef Moskiewskiego Instytutu ds. Energii, oraz eksperci Brukselskiego Centrum Studiów Politycznych, twierdzą, że już w 2010 r. problem niedoboru gazu ziemnego dotknie kraje Europy Zachodniej, bo Rosja z czasem będzie miała coraz większe kłopoty nawet z zaspokojeniem krajowego zapotrzebowania. Już dziś jej sytuację ratuje import gazu z państw regionu Morza Kaspijskiego, pozostających pod polityczną i infrastrukturalną kontrolą Moskwy. Gdyby Rosjanie stracili dostawy z Kaukazu i Azji Środkowej, już teraz nie mogliby się wywiązywać w 100 proc. z kontraktów na dostawy gazu i ropy do Unii Europejskiej.

Najnowsza rosyjsko-ukraińska wojna o gaz to akt desperacji Rosji. Próbuje ona wymusić na Ukraińcach kompletnie nierynkową cenę za gaz, bo wie, że za chwilę ten surowiec na światowych rynkach mocno stanieje. A zwalając winę na Ukraińców, Rosjanie zyskują wygodny pretekst, aby przerwać dostawy tranzytowe do unii i dzięki temu „oszczędzają” gaz na zaspokojenie potrzeb w kraju, gdzie zużycie wzrosło z powodu mrozów, a gazu po prostu brakuje. Dla Polski to dzwonek alarmowy. Jeśli nie zmniejszymy uzależnienia od gazu i ropy z Rosji, to niedługo płynący ze Wschodu strumień może całkowicie wyschnąć. Nie dlatego że Moskwa będzie chciała wywrzeć na nas polityczny nacisk, lecz dlatego że nie będzie miała wyboru.

Tekst mojego autorstwa, który ukazał się we Wprost 11 stycznia 2009 r.

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Rosja bez gazu

Rosja bez gazu

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij