Aktualności

Tygodnik Solidarność: Przyszłość polskiego węgla

26 kwietnia 2022 /

Treść wywiadu, który ukazał się 26 kwietnia 2022 r. w Tygodniku Solidarność:

Człowiek, który od wielu lat odpowiada za wspieranie Gazpromu i Kremla, czyli Frans Timmermans, już twierdzi, że węgiel powinien i może pełnić swoją rolę jako źródło energii. Oczywiście eurokraci dalej mówią o zielonym kierunku w energetyce, bo nie potrafią się przyznać do tego ideologicznego błędu. Wojna szybko to zrewidowała i nie ma wątpliwości, że Polska powinna budować swoje bezpieczeństwo na węglu i atomie – mówi Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski, w rozmowie z Marcinem Krzeszowcem.

– Embargo na import węgla z Rosji zostało wprowadzone na poziomie krajowym i UE. Czy za tą decyzją powinno pójść także zwiększenie krajowego wydobycia tego surowca?

– Bezwzględnie tak. Absolutnie popieram zwiększenie nakładów inwestycyjnych na wydobycie krajowe i na Górnym Śląsku, jak i w Zagłębiu Lubelskim w Bogdance, gdzie są świetne nakłady węgla kamiennego oraz oczywiście inwestycje w nowe złoża węgla brunatnego z kopalni Złoczew. Bezpieczeństwo energetyczne Polski powinno być budowane w oparciu o własne zasoby. Aby stworzyć nowe możliwości wydobywcze w poszczególnych kopalniach i uruchomić nowe ściany, potrzeba od kilkunastu do kilkudziesięciu miesięcy, dlatego należy zacząć działać jak najszybciej.

– Czy Pana zdaniem Polska mogłaby stać się bardziej znaczącym eksporterem węgla i zapełnić lukę, która powstała na rynku po wprowadzeniu zakazu sprowadzania rosyjskiego węgla?

– To jest ciekawa uwaga i uważam, że trzeba swoje atuty geologiczne wykorzystywać do poprawy sytuacji geopolitycznej. Innymi słowy, jeżeli mamy pokłady węgla kamiennego i brunatnego, ale szczególnie kamiennego, który jest surowcem eksportowym, to powinniśmy przeprowadzić audyt wszelkich możliwości geologicznych i inwestycyjnych, bo pojawiają się już dziś inwestorzy prywatni. Jestem zwolennikiem, żeby w wydobycie polskich surowców inwestowały spółki Skarbu Państwa, a nie firmy prywatne. Zatem powinien być przeprowadzony audyt geologiczno-inwestycyjny, a za tym powinien pójść duży prąd inwestycyjny w polskim górnictwie kamiennym. Z jednej strony, aby zapewnić lukę krajową, bo potrzebujemy kilkunastu milionów ton węgla, a z drugiej strony po to, żeby być może stać się również eksporterem tego surowca.

– W 2021 roku zaimportowano z Rosji do Polski około 8 mln ton węgla energetycznego. Rosyjski surowiec był sprowadzany do naszego kraju przez prywatne firmy czy także państwowe spółki?

– Gdy pracowałem u boku wicepremiera Jacka Sasina w Ministerstwie Aktywów Państwowych, to jedną z pierwszych decyzji pana ministra był zakaz sprowadzania węgla z Rosji i jasne wskazanie, że menedżerowie, którzy będą to czynić, stracą pracę. Także Węglokoks od wielu lat już nie sprowadza węgla z Rosji. Problem leży po stronie firm prywatnych, które dostarczają rosyjski węgiel odbiorcom indywidualnym, i po stronie samorządowych ciepłowni, które kontraktowały ten surowiec przez różnych pośredników.

– Większość węgla sprowadzanego z Rosji jest wykorzystywana w Polsce jako opał dla gospodarstw domowych. W ostatnich miesiącach ceny np. ekogroszku podskoczyły ponad dwukrotnie. To dotyka szczególnie najuboższych obywateli. Czy w rządzie toczy się dyskusja na ten temat?

– Ja reprezentuję środowisko, w którym od 2,5 roku toczy się dyskusja na temat tzw. Green Dealu, czyli unijnej polityki klimatycznej przyjętej w grudniu 2019 roku. Fundamentem tej polityki jest dekarbonizacja, czyli odejście od węgla na rzecz gazu ziemnego, a drugim elementem jest stworzenie jednego wielkiego magazynu energii, który miałby umożliwić krajom członkowskim UE import energii elektrycznej na wypadek braków w systemach krajowych. Problem w tym, że to kompletnie nie działa. Jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, która rozpoczęła się 24 lutego, były przypadki, że Francja odmawiała eksportu energii elektrycznej do Niemiec. W mojej ocenie pierwszą rzeczą, która na szczęście została przyjęta i stała się jednym z głównych moich postulatów, była reforma unijnego systemu handlu emisjami EU ETS. Obniżenie kosztów energii, która jest sztucznie opodatkowana przez ten unijny parapodatek, czyli konieczność kupowania uprawnień do emisji CO2 powoduje, że energia elektryczna jest o kilkadziesiąt procent droższa, niżeli wynikałoby to ze wskaźników rynkowych – wytworzenia, dystrybucji i sprzedaży. Innymi słowy zniesienie lub co najmniej reforma tego parapodatku doprowadziłaby do tego, że cena energii elektrycznej spadłaby z dnia na dzień o 20-30 proc. zarówno dla Polaków, jak i dla biznesu. Gdyby tego spekulacyjnego systemu handlu emisjami nie było, to inwestycje w węgiel nadal by trwały, a spółki Skarbu Państwa jak TAURON, ENEA, ENERGA czy PGE funkcjonowałyby stabilniej. To są miliardy złotych każdego roku, które wypływają na giełdy w Niemczech czy Londynie i są przeznaczane na zakup bezsensownych unijnych uprawień do emisji CO2.

– Czy wojna na Ukrainie, która skłania do jak najszybszego odcięcia się od rosyjskich surowców, powinna także doprowadzić do zrewidowania unijnych celów klimatycznych? Szczególnie w kwestii redukcji emisji gazów cieplarnianych.

– Od zawsze mówiłem, że potrzebne jest konserwatywne podejście do polityki energetycznej. Każdą strategię polityki energetycznej buduje się w oparciu o najgorszy scenariusz, a nie najlepszy. I tu błąd byłego ministra energii Michała Kurtyki, którego strategia polityki energetycznej do 2040 roku przyjęta rok temu nie przetrwała nawet roku. Dlatego że była oparta na hiperoptymistycznych założeniach Green Deal zakładającej, że import energii jest fundamentem, na którym trzeba budować bezpieczeństwo energetyczne, a drugim fundamentem oparcie polskiej energetyki i ciepłownictwa na gazie. Takie założenie w obecnej sytuacji i konieczności odcięcia dostaw surowca z kierunku wschodniego jest zagrożeniem dla większości państw Unii Europejskiej. Przed tym przestrzegałem od lat. Polska jest w tej komfortowej sytuacji, że mamy stosunkowo nieduże zużycie gazu. To, co musi być zrewidowane, to odejście od tej strategii, w której zapisane jest, że w ciągu 20 lat zwiększymy zużycie gazu z obecnych 20 do 40 mld metrów sześciennych. To jest wielki błąd. Tym, co jest dzisiaj pozytywną odpowiedzią na to, jak bilansować system elektroenergetyczny, jest program 200 plus, czyli modernizacji 200 megawatowych bloków węglowych po to, aby one były stabilizatorami systemu, a nie planowane bloki gazowe. To się musi zmienić. Proszę zważyć, że człowiek, który od wielu lat odpowiada za wspieranie Gazpromu i Kremla, czyli Frans Timmermans, już mówi, że węgiel powinien i może pełnić swoją rolę jako źródło energii. Oczywiście eurokraci dalej mówią o tym zielonym kierunku w energetyce, bo nie potrafią się przyznać do tego ideologicznego kierunku. Wojna szybko to zrewidowała i nie ma wątpliwości, że Polska powinna budować swoje bezpieczeństwo na węglu i atomie.

– Chciałbym również zapytać Pana o odnawialne źródła energii. Ostatnie kilka lat to boom na panele fotowoltaiczne, które masowo pojawiły się na dachach polskich domów. Z kolei państwowe spółki, w tym Orlen i PGE, inwestują w farmy wiatrowe na Bałtyku. W jakim stopniu Polska powinna stawiać na rozwój OZE?

– Warto inwestować w farmy wiatrowe na Bałtyku, warto inwestować w fotowoltaikę, ale odnawialne źródła energii zawsze będą jedynie uzupełnieniem stabilnych źródeł wytwarzania energii. W podstawie musi pracować atom lub węgiel.

– A jak Pana zdaniem docelowo powinien wyglądać polski miks energetyczny?

– Jestem wielkim zwolennikiem tego, żeby utrzymać bezwzględnie zużycie gazu na obecnym poziomie – nie zwiększać go. Trzeba zatrzymać wszystkie nowe inwestycje gazowe, które są planowane, choćby takie – co mnie bardzo zmartwiło – jakie ma w planach grupa ENEA, która dalej chce przekształcać Kozienice na gaz ziemny. To jest wielki błąd i absolutnie nie należy tego robić. Jestem jedynym politykiem Zjednoczonej Prawicy, który bronił Ostrołęki na węgiel ze względu na ten scenariusz, który właśnie się spełnił. Jeżeli dzisiaj brakuje surowców, to mamy ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego. Innymi słowy, nasze bezpieczeństwo w tym sektorze musimy budować na węglu przynajmniej do czasu uruchomienia tych dobrze realizowanych z inicjatywy ministra Sasina programów budowy małych reaktorów atomowych i do momentu uruchomienia za 16-18 lat pierwszych bloków jądrowych w Polsce. Ale absolutnie nie wolno zwiększać zużycia gazu. To jest w mojej ocenie fundamentalny błąd, o którym mówię od lat.

– Niemcy krytycznie odnoszą się do planów budowy elektrowni atomowych w Polsce. Sami do końca 2022 roku chcą całkowicie zrezygnować z atomu. Czy wojna na Ukrainie zmieni ich podejście w tych kwestiach?

– Jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, w zeszłym roku, sformułowałem tezę, że spór o kopalnię Turów będzie takim formalnym testem, czy Niemcy poprzez Komisję Europejską, unijnych eurokratów i TSUE mogą wpłynąć na zablokowanie polskich ambicji budowy elektrowni jądrowych. No bo jeśli można z dnia na dzień zamknąć jedną decyzją, nawet nie wyrokiem, kopalnię Turów, to oczywiście zablokowanie jeszcze nieistniejącej elektrowni atomowej pod byle pretekstem dla unijnych eurokratów nie będzie żadnym problemem. Moim zdaniem ta groźba cały czas istnieje. Niemcy są w ogromnej pułapce. Kompletnie nieracjonalnie wyłączają nowoczesne i bezpieczne bloki atomowe, odchodzą od węgla, a do tego jeszcze zwiększają uzależnienie od gazu. W mojej ocenie w interesie Polski jest próba przekonania Niemców do tego, aby zostawili swoją energetykę jądrową i żądanie tego, aby nie wtrącali się w polskie sprawy. Jeszcze kilka tygodni temu, przed rosyjską inwazją na Ukrainę, niemieccy politycy wprost wskazywali, że będą robić wszystko, aby zablokować polskie plany budowy elektrowni jądrowych.

– Na koniec zapytam o rządowy plan utworzenia Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. W NABE zgrupowane mają być elektrownie węglowe i kopalnie węgla brunatnego należące do państwowych spółek energetycznych. Co Pan sądzi o tym pomyśle?

– Ja podchodzę do tego pomysłu w sposób bardzo konserwatywny. Chciałbym, abym wokół tego projektu, który ma zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski, była pełna zgoda między Ministerstwem Aktywów Państwowych a stroną społeczną – szczególnie związkami zawodowymi takimi jak NSZZ „Solidarność”. Uważam, że w takim konsensusie ten projekt ma rację bytu, ale musi dojść do porozumienia obu stron. Wiem, że rozmowy się toczą i życzę stronie rządowej powodzenia w tej sprawie. Nie ma wątpliwości, że w tym nowym wydaniu NABE może być gwarantem utrzymania polskiej suwerenności energetycznej opartej na węglu, ale pod warunkiem, że będzie realnie inwestowało w polski węgiel. Dla mnie warunkiem powodzenia tego projektu jest przede wszystkim zgoda pomiędzy stroną społeczną a rządową.

źródło: Tygodnik Solidarność

Udostępnij na social media

Moja działalność
polityczna, społeczna i ekspercka

Galeria

Luka EU ETS

Reforma KSH

Opolskie

Moje raporty

Media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij