Aktualności

wPolityce.pl: Niemcom nie można wierzyć

24 lutego 2022 /

Treść wywiadu, który ukazał się 23 lutego 2022 r. na portalu wPolityce.pl:

Zgadzam się z tym, że to jest pewnego rodzaju krok w tył, wstrzymanie procesu certyfikacji, ale oczywiście to nie jest wstrzymanie projektu Nord Stream 2, dopóki nie została przekroczona czerwona linia. To musi być techniczna czerwona linia, ona musi polegać być może na rozbiórce części tej magistrali na terenie wód terytorialnych, które należą do państw członkowskich UE – to będzie faktyczny dowód na całkowite zatrzymanie tej inwestycji” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł Janusz Kowalski (SP).

wPolityce.pl: Najpierw kanclerz Olaf Scholz zapowiedział, że projekt Nord Stream 2 zostanie wstrzymany. Potem Biały Dom wydał oświadczenie, że po nocnych konsultacjach z Niemcami gazociąg Nord Stream 2 nie rozpocznie pracy i warta 11 mld dolarów inwestycja pójdzie na marne. Czy rzeczywiście to wygląda tak optymistycznie? Czy można się jednak spodziewać, że za jakiś czas – mimo tych zapewnień – ten gazociąg ruszy?

Janusz Kowalski: W 2021 roku zainicjowałem i zgłosiłem uchwałę anty Nord Stream 2 i wtedy polski Sejm mówił jednogłośnie wzywając do działania, które w tej chwili ma miejsce – do całkowitego zablokowania uruchomienia Nord Stream 2. Ten projekt jest wymierzony wprost w suwerenność energetyczną Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim suwerenność Ukrainy, ponieważ zatrzymanie przesyłu przez terytorium Ukrainy rosyjskiego gazu do państw członkowskich UE na pewno spowoduje eskalację konfliktu, co zresztą już dzisiaj ma miejsce. To oznacza, że ci, którzy projektowali magistralę Nord Stream 1 i Nord Stream 2, ponoszą współodpowiedzialność za to, co się dzisiaj dzieje na Ukrainie. Zresztą w przyjętej niemal przez aklamację uchwale sejmowej jest wprost wskazane, że to Niemcy ponoszą odpowiedzialność za wybuch kolejnego konfliktu w Europie, właśnie z uwagi na uruchomienie czy próby uruchomienia Nord Stream 2. To po pierwsze. Po drugie oczywiście w 2021 roku zostały popełnione przez administrację USA fatalne błędy. Błędy, które rozzuchwaliły Władimira Putina, które dały mu wiatru w żagle, ponieważ Niemcy miały być adwokatem amerykańskich interesów i porządku amerykańskiego w Europie, ale nie można pełnić dwóch ról na raz, bo z drugiej strony Niemcy są koniem trojańskim Władimira Putina i w NATO i w UE, o czym zresztą niestety przekonali się Ukraińcy. Przez wiele tygodni Niemcy dali na to dowód blokując wysyłanie broni na Ukrainę, nie zaproponowali realnej pomocy, a w fundamentalnych kwestiach dotyczących geopolityki faktycznie stawali po stronie Rosji. To, co się dzisiaj dzieje, czyli to, że rosyjskie czołgi wjechały na terytorium Ukrainy, ponieważ zajęte przez rosyjskich separatystów obwody Ługańsk i Donieck są terytorium Ukrainy, otrzeźwiło część światowych liderów. Dobrze, że dzisiaj Sejm również jednogłośnie przyjął uchwałę, w której od lewicy po prawicę wzywamy międzynarodową społeczność do zatrzymania projektu Nord Stream 2.

A w odpowiedzi konkretnie na pani pytanie, to jest tak, że musimy doprowadzić do takiej sytuacji, w której ten projekt nie będzie zawieszony, ale zaniechany. Dzisiaj jest status można powiedzieć takiego zawieszenia, wycofana jest opinia do niemieckiego organu certyfikującego rządu RFN, wstrzymane jest ubezpieczenie Nord Stream 2. To są działania dobre, ale to są tak naprawdę pierwsze kroki, a potrzeba całkowitego wyłączenia i doprowadzenia do punktu, że nigdy, nawet w zmienionych warunkach geopolitycznych, czy w uspokojeniu sytuacji na wschodniej flance NATO ten gazociąg nigdy nie będzie uruchomiony. Dlaczego? Ponieważ gazociąg Nord Stream 2 jest faktycznym symbolem podziału UE i powrotu do czasów zimnej wojny.

Czy można wierzyć w zapewnienia strony niemieckiej, skoro owszem mamy deklaracje zawieszenia gazociągu Nord Stream 2, ale za tym nie idą żadne konkretne posunięcia: zwiększenie przesyłu gazociągiem Jamał do Europy czy wezwanie strony rosyjskiej do opamiętania i rezygnacji z tworzenia stanu zagrożenia na terenie, gdzie gazociąg Jamał przechodzi? Krótko mówiąc oprócz czystych deklaracji, nie mamy żadnych przesłanek, aby sądzić, że Niemcy zrezygnują z tego projektu.

Od wielu miesięcy apeluję do rządu Mateusza Morawieckiego i to jest myślę idealny moment do tego, żeby zrealizować pewien bardzo prosty pomysł polegający na postawieniu jako elementu sankcji, jako elementu, który wprost uderzy w niemiecko-rosyjskie interesy w kontekście Nord Stream 2, szeroko – europejsko-rosyjskie, tych polityków, te różne grupy lobbystyczne, firmy, które uczestniczą w tym projekcie, aby postawić jako element sankcji absolutny zakaz zasiadania w radach nadzorczych, zarządach i w ogóle pracy na rzecz rosyjskich koncernów kontrolowanych przez Kreml, i sprawdzenie, jak Niemcy by zachowali się, kiedy Olaf Scholz musiałby zażądać od byłego „ojca chrzestnego” swojej kariery politycznej, czyli Gerharda Schroedera, żeby zrezygnował z zasiadania w spółkach związanych z Gazpromem. Dlaczego to jest ważne? Dlatego, że to jest element korupcji stosowanej przez Kreml, korupcji klasy politycznej państw starej piętnastki. Byli szefowie rządów, byli ministrowie, byli politycy zasiadają w takich spółkach i w ten sposób nieformalnie oddziałują na takie decyzje, jak dzisiaj mamy do czynienia, gdy potrzebne jest zdecydowane działanie. Zgadzam się z tym, że to jest pewnego rodzaju krok w tył, wstrzymanie procesu certyfikacji, ale oczywiście to nie jest wstrzymanie projektu Nord Stream 2, dopóki nie została przekroczona czerwona linia. To musi być techniczna czerwona linia, ona musi polegać być może na rozbiórce części tej magistrali na terenie wód terytorialnych, które należą do państw członkowskich UE – to będzie faktyczny dowód na całkowite zatrzymanie tej inwestycji. Do tego potrzebna jest pełna determinacja. Jesteśmy po pierwszym kroku.

Eurodeputowani EKR złożyli w PE poprawkę ws. „potępienia byłych polityków UE skorumpowanych przez Gazprom”…

Politycy Platformy zagłosowali przeciwko tej poprawce.

Tak.

To był skandal. To pokazuje, że słowa Mateusza Morawieckiego, który dzisiaj w Sejmie mówił o tym i słusznie wskazał, że Donald Tusk stoi na czele partii Nord Stream 2 mają potwierdzenie w tej decyzji. To właśnie politycy Platformy Obywatelskiej i PSL głosowali za tym, żeby tacy ludzie jak Gerhard Schroeder nadal byli elementem systemowego skorumpowania europejskiej klasy politycznej przez agresywny reżim Władimira Putina, zasiadając na wysokich stanowiskach w kontrolowanych przez Kreml spółkach energetycznych.

A wracając do kwestii obecnego zawieszenia gazociągu…

Pamiętamy wielki sukces pani premier Beaty Szydło, bo to pani premier Beata Szydło i jej determinacja doprowadziła do przyjęcia na poziomie unijnym rozporządzenia anty Nord Stream 2 – takiego, które w istocie powoduje, że Nord Stream 2, gdyby nie daj Boże został uruchomiony, powinno być stosowane prawo europejskie. Niestety temu rozporządzeniu troszeczkę wybito zęby w taki sposób, że kwestia jego interpretacji i implementacji należy do organów państwa niemieckiego, co w pewien sposób jest wytrychem dla państwa niemieckiego, aby unijne prawo nie miało zastosowania do Nord Stream 2.

Pamiętamy również wielki sukces polskiego rządu – sam zresztą inicjowałem ten proces prawny jako wiceprezes PGNiG w 2016 r. – to jest wygranie w 2019 roku procesu przed TSUE w sprawie gazociągu OPAL, tej części lądowej magistrali Nord Stream, która już działa. Wszyscy pamiętamy, jakie decyzje podejmowało państwo niemieckie, że faktycznie w 90 proc. zmonopolizowało lądową część gazociągu Nord Stream pod nazwą OPAL dając ją do dyspozycji koncernowi Gazprom. To pokazuje, że nie można wierzyć nawet na jedną sekundę ani stronie rosyjskiej, ani stronie niemieckiej, ponieważ tak dużo zainwestowano w ten projekt, tak wiele miliardów, a przede wszystkim jest to projekt geopolityczny, który ma podzielić Europę, który ma niejako wskazać nową, geopolityczną granicę strefy wpływów. Wszystkie państwa z Europy Środkowo-Wschodniej, które walczą, żeby uniezależnić się od rosyjskiego gazu, a dzisiaj muszą realizować unijną politykę Green Dealu, która w istocie wpycha je, jak Polskę, w objęcia rosyjskie, muszą to skończyć i doprowadzić do odwrócenia realnych trendów.

Drugim elementem, do którego namawiam, jest – to musi być wola polskiej klasy politycznej – zanegowanie tej fałszywej i bardzo groźnej dla polskiej ścieżki transformacji energetycznej koncepcji tzw. paliwa przejściowego, a więc przestawiania się na rosyjski gaz w budowie nowego miksu energetycznego i to też w sposób przejściowy trzeba ponosić gigantyczne koszty budowy nowego systemu elektroenergetycznego i ciepłowniczego, ale tu beneficjentem będzie Władimir Putin. W mojej ocenie to jest doskonały moment, żeby w sposób jasny zanegować w tym obszarze Green Deal i go renegocjować przez Polskę na poziomie unijnym.

Jeżeli chcemy dzisiaj zadać cios Władimirowi Putinowi, to tym ciosem musi być uniezależnienie się od węglowodorów, czyli przede wszystkim od gazu ziemnego, a więc realizacja unijnej polityki uzależniania się od gazu ziemnego musi być zanegowana, renegocjowana, na nowo przemyślana. Dzisiaj Polska jeżeli chce w sposób skuteczny uderzyć w interesy Rosji i Władimira Putina oraz przede wszystkim ograniczyć w sposób realny ryzyka związane z suwerennością energetyczną – na przyszłość, na najbliższą dekadę, dwie lub trzy – to trzeba zmienić wektory polskiej polityki energetycznej do 2040 roku, która zakłada, że w ciągu najbliższej dekady o 50 proc. zwiększymy uzależnienie od gazu, a w ciągu najbliższych dwóch dekad – o 100 proc. Od początku krytykowałem tę koncepcję, ale w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej jest w mojej ocenie wręcz koniecznością wykorzystać tzw. okienko negocjacyjne, które właśnie się Polsce otworzyło do tego, aby na poziomie UE wynegocjować polską ścieżkę transformacji energetycznej i naprawić błędy z lat 2019-2020. Błędy polegające na niepołożeniu przez poprzednie kierownictwo Ministerstwa Klimatu polskiej ścieżki transformacji energetycznej. Co to miałoby oznaczać? To, że do czasu na przykład wybudowania elektrowni atomowych Polska nie będzie realizowała błędnej koncepcji paliwa przejściowego, a więc przestawiała polską gospodarkę na gaz ziemny, co powoduje gigantyczne koszty dla polskiej gospodarki. Te pieniądze powinniśmy przeznaczać na zbrojenia, na nowoczesną armię, na nowoczesne czołgi i samoloty. A z drugiej strony przestawianie polskiej gospodarki na gaz ziemny jest doskonałym prezentem dla Władimira Putina. Nie miejmy żadnej wątpliwości, że jeżeli zwiększymy o 100 proc. uzależnienie od gazu, to beneficjentem tego w tych 100 proc. będzie Władimir Putin. Gaz po prostu w naszym regionie jest przede wszystkim gazem rosyjskim, a nie mamy kilku gazoportów, żeby sprowadzać go z innych kierunków, a na pewno nie 40 mld m3, bo musielibyśmy mieć cztery lub pięć gazoportów, żeby się zabezpieczyć. Wskazuję, że dzisiaj jest naprawdę idealne okienko negocjacyjne w mojej ocenie przede wszystkim dla bardzo doświadczonego na polu negocjacyjnym i znającego obszar ministra Piotra Nowaka, gdyż dzisiaj szefowie państw UE, rozumieją sytuację z gazem, rozumieją groźby Władimira Putina, jego urzędników i polityków podwyższenia cen gazu – realne groźby. W związku z tym błędem jest zwiększanie uzależnienia od gazu. Nie wolno tego robić. To znakomite okienko negocjacyjne, które nam się otworzyło, szybko się zamknie – musimy je wykorzystać. Trzeba tę transformację wynegocjować tak, żeby Polska mogła być spokojna w ciągu najbliższych dekad jeżeli chodzi o dostawy surowców z zewnątrz.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wiejak

źródło: wPolityce.pl

Udostępnij na social media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij