Dziennik Bałtycki: Chodzi o sprawiedliwą transformację

22 września 2021 /
Baltyk
Odwiedź mój profil Facebooku

Treść wywiadu który ukazał się 22 września 2021 r. w Dzienniku Bałtyckim:

Z Januszem Kowalskim, Posłem na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Suwerenności Energetycznej rozmawia Krzysztof M. Załuski.

W połowie lipca br. KE opublikowała pakiet reform gospodarczych i legislacyjnych, znanych jako Fit for 55. Jego cele zakładają 55-proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku. Osiągnięcie pełnej neutralności klimatycznej UE ma nastąpić do roku 2050. Również przyjęta 2 lutego br. przez rząd Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku (PEP 2040) mówi o wycofaniu się z węgla i zastąpieniu go odnawialnymi źródłami energii i energetyką jądrową. Czy pańskim zdaniem tak błyskawiczna dekarbonizacja jest realna, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że polski miks energetyczny opiera się obecnie w 70 proc. na węglu?

Zbigniew Ziobro i Michał Wójcik, jako jedyni członkowie Rady Ministrów nie poparli przyjęcia PEP2040. Pół roku po ogłoszeniu tej uchwały nasze obawy niestety się potwierdziły. Ceny gazu są najwyższe od 12 lat. My, jako Solidarna Polska, przestrzegaliśmy przed odejściem od węgla na rzecz importowanego gazu. Pamiętajmy, że na terenie Polski wydobywamy tylko 4 mld m3 gazu ziemnego. Polska gospodarka potrzebuje obecnie ok. 20 mld m3, a za 20 lat popyt na gaz się podwoi. Tyle bowiem wyniesie ekwiwalent dla węgla zużywanego w elektrociepłowniach i elektroenergetyce.

I co to, Pańskim zdaniem, oznacza dla polskiej gospodarki?

Pięć miesięcy temu cena gazu wynosiła ok. 200 – 250 $ za 1000 m³. Dziś to już 600 – 650 $. W tym roku polski biznes już otrzymał ponad 50% podwyżkę rachunków za gaz. A opłaty będą rosły, nawet o kilkadziesiąt % – m.in. z powodu uwolnienia cen w roku 2024 cen tego surowca. W grudniu 2019 roku na szczycie Rady Europejskiej zadecydowano, że do roku 2050 UE będzie neutralna klimatycznie. To znaczy, że do tego czasu państwa członkowskie zrezygnują całkowicie zarówno z węgla, jak i z gazu. I Polska się na to niestety zgodziła. Problem w tym, że gaz jest również paliwem kopalnym, a emisja z jego spalania jest niewiele niższa, niż z nowoczesnych instalacji węglowych. Dlatego zastępowanie węgla gazem, od którego i tak w ciągu 30 lat mamy odejść, jest koncepcją błędną, generującą jedynie niepotrzebne koszty. Polskie instalacje węglowe powinny pracować do końca swoich możliwości technicznych. Jaki sens miałoby np. zamykanie dwóch nowoczesnych bloków energetycznych Elektrowni Opole, skoro ta – największa, polska inwestycja elektroenergetyczna trzech ostatnich dekad – została oddana do użytku zaledwie dwa lata temu? Kosztowała 11 mld zł i te bloki mogą pracować do roku 2056. Zamknięcie jej 10 – 15 lat wcześniej byłoby działaniem irracjonalnym. Tak samo jak zastępowanie węgla gazem w Elektrowni Dolna Odra, w Elektrowni Ostrołęka i innych planowanych na południu Polski inwestycjach. Takie rozwiązania zwiększają jedynie zapotrzebowanie na gaz, a więc również ryzyko szantażu gazowego. A przecież nasza infrastruktura nie jest gotowa na import takich ilości tego paliwa. Program dywersyfikacji gazu, który przygotowano w roku 2015, został skrojonym na określony koszyk importowy. Miał zapewnić Polsce energetyczne bezpieczeństwo po wygaśnięciu kontraktu jamalskiego. Nie zakładał natomiast całkowitej dekarbonizacji.

Czyli istnieje uzasadnione ryzyko, że po 31 grudnia 2022 r. ponownie zostaniemy zaszantażowani cenowo przez rosyjski Gazprom?

Przyjęcie założeń klimatycznych UE już spowodowało gigantyczny wzrost zapotrzebowania na gaz. I z każdym rokiem będzie ono rosło o ok. 1 mld m3. A to oznacza, że za dwa lata osiągniemy limit przepustowości niezbędnej do importu gazu niezbędnego do funkcjonowania naszej gospodarki. Należy także brać pod uwagę fakt, że punkty wejścia gazociągów znajdują się głównie na północy kraju, a system przesyłowy gazu ziemnego wewnątrz Polski dopiero jest modernizowany. Jak najbardziej istnieje więc ryzyko, że paliwo nie dotrze np. na Podkarpacie, które dotąd było zaopatrywane w ramach kontraktu jamalskiego z kierunku ukraińskiego.

Skoro gaz nie jest dla węgla alternatywą, to co nim jest? Farmy wiatrowe, fotowoltaika, energia atomowa?

OZE nie są stabilnymi źródłami. Pracują od 15 do 25% dni w ciągu roku. Nie mogą więc być alternatywą dla elektrowni węglowych, które działają non stop. Niestety wielu polityków tego nie rozumie. Instalacje węglowe mogą być zastępowane wyłącznie gazem, a to zmusi Polskę do zakupu gazu z Nord Stream 2. Jeżeli ktoś mówi inaczej, to kłamie. Zostaje nam tylko polski węgiel, jeżeli nie chcemy rosyjskiego gazu. Dlatego bronię polskiego węgla i koncepcji budowy bezpieczeństwa energetycznego RP w oparciu o własne krajowe zasoby, a nie importowany gaz.

Z zapowiedzi ministra Naimskiego wynika, że pierwsza polska siłownia jądrowa powstanie w roku 2033…

Nie wierzę, że taką inwestycję uda się zrealizować szybciej niż w ciągu 20 lat. Przecież nie podjęliśmy jeszcze decyzji o lokalizacji, nie ma żadnych pozwoleń środowiskowych, ani decyzji inwestycyjnych. Nie ma nawet modelu finansowania. Według mnie energetyka jądrowa jeszcze długo nie będzie stanowiła panaceum na nasze dzisiejsze problemy. Polska wpadła w swoistą pułapkę gazową, przed którą przestrzegałem wielokrotnie. Zgodziliśmy się na odejście od polskiego węgla, zapominając, że to zwiększy import gazu, a więc i ryzyko uzależnienia od NS2. Jako Solidarna Polska proponowaliśmy, aby zgodę na realizację unijnej polityki klimatycznej powiązać z możliwością uruchomienia polskiej ścieżki transformacji energetycznej. Gdybyśmy dostali zgodę UE na to, aby zamiast kupować unijne instrumenty finansowe, pieniądze inwestować w transformację, to np. PGE z własnych środków, w ciągu kilku lat mogłaby sfinansować budowę elektrowni jądrowej. Obecny system powoduje, że z naszej gospodarki w ciągu tylko najbliższego roku zostanie wytransferowanych na zakup certyfikatów CO2 na giełdach w Lipsku czy Londynie ok. 18 mld zł, które powinny być zainwestowane w polską gospodarkę. Podkreślam – te pieniądze do Polski już nie wrócą.

Od stycznia czekają nas drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej i ciepła. Ostatnio ogłosił Pan propozycję mającą je zniwelować. Na czym miałoby to polegać?

Podwyżki energii elektrycznej i ciepła wyniosą w 2022 r. 20 do 40%, w zależności od regionu. Unijna transformacja energetyczna najbardziej uderzy w mieszkańców wsi, gdzie z paliw stałych korzysta aż 80% odbiorców. W miastach, w których istnieją sieci ciepłownicze, tylko ok. 20 – 25% ogrzewa domostwa węglem i drewnem. Unijne przepisy narzucają mieszkańcom wsi zakaz korzystania z węgla, a więc jedyną alternatywą stanie się energia elektryczna. Pamiętajmy, że większość obszarów wiejskich nie jest zgazyfikowana i nie ma dostępu do sieci ciepłowniczej. Oznacza to, że koszty ogrzewania energią elektryczną wzrosną nawet trzykrotnie. Innymi słowy unijna transformacja doprowadzi do szoku cenowego na polskiej wsi. Ludzi nie będzie po prostu stać na ogrzanie domów. Moja propozycja polega na tym, żeby wprowadzić specjalną, niższą taryfę opat za energię elektryczną dla mieszkańców wsi, uwzględniającą mechanizm sprawiedliwej transformacji. Wieś nie może przecież ponosić kosztów związanych z unijnym nakazem rezygnacji z węgla. Już teraz mieszkańcy wsi narzekają na rachunki za energię elektryczną, a te koszty będą z roku na rok – przez najbliższe 10 lat – rosły o 20 a nawet 30% rocznie. Jeśli nie przeprowadzimy renegocjacji warunków transformacji energetycznej, to będziemy mieli finansową katastrofę. Jestem przekonany, że moja propozycja rozporządzenia taryfowego zyska aprobatę wszystkich sił politycznych. Teraz czekamy na opinię pana premiera Mateusza Morawieckiego, który – w co wierzę – przyjmie to rozwiązanie i w ten sposób pomoże polskiej wsi.

Wywiad w Dzienniku Bałtyckim


Udostępnij na social media

Porozmawiajmy

Janusz Kowalski informuje, że świadcząc usługi korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym użytkownika, w szczególności z wykorzystaniem plików cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.
zamknij